7.
...-Kocham Cię-szepnął po chwili całując mnie po szyi-A ty mnie kochasz?
-Justin..-popatrzy łam w jego oczy i co zobaczyłam? Smutek, żal, złość. No ale co ja na to poradzę? Nie wiem, czy Go kocham.
-Dobranoc-mruknął wypranym z uczuć głosem, okrył nas kołdrą i po chwili zasnęliśmy wtuleni w siebie.
Oczami Justina
Obudziłem się w nocy. Nie mogłem uwierzyć, że Selena mnie nie kocha.. chyba. Znam ją jakiś tydzień i jestem pewien, że ją kocham. Ale co zrobić? Nadal będę walczył o jej serce. Postaram się, pokażę jej jak mi zależy. Ale czy to dobry pomysł?
Oczami Seleny
Gdy się obudziłam Justina nie było obok. Żałowałam, że nic mu wczoraj nie wyjaśniłam, ale co zrobić?
-Śniadanko-usłyszałam. To Justin wszedł do pokoju z tacą na której były tosty z dżemem i kakao. Przypomniałam sobie, że jestem naga, więc bardziej się okryłam kołdrą na co chłopak się zaśmiał-Nie musisz się przede mną kryć. Jesteś piękna i nie powinnaś się mnie wstydzić.
Nie miałam zamiaru komentować jego słów, więc podziękowałam za śniadanie po czym zabrałam się za pałaszowanie.
-To co będziemy dzisiaj robić?-zapytał Biebs.
-A skąd ja mam wiedzieć?-zdziwiłam się zakładając koszulkę.
-No dobra, to ja coś wymyślę-podszedł do mnie i niespodziewanie musnął moje usta-Idę do swojego pokoju.
Chyba nie zapomnieliście, że Bieber mieszka z nami w domu? Grr, ja i on w jednym mieszkaniu, koszmar! Ubrałam się i zeszłam na dół. W salonie siedział Scott w towarzystwie trzech mężczyzn. Mieli na sobie czarne garnitury i ciemne okulary. Wyglądali jak jacyś szefowie mafii. Tak, ja i ta moja wyobraźnia.
-Dzień dobry-przywitałam się z gośćmi.
-Och, Selena-powiedział trochę zmieszany ojciec-Yyy.. mogłabyś nam tutaj przyprowadzić Justina?
-Jasne-pfy, że co? Mam po niego iść? Stanęłam przy schodach i krzyknęłam ile fabryka dała-Justin!!!!
Nie minęły dwie sekundy a chłopak był na dole. Normalnie jakby się paliło.
-Scott Cię woła. Jest w salonie-pokazałam palcem na pomieszczenie i udałam się do kuchni. Sama nie wiem po co tam weszłam. Z powrotem udałam się do salonu jednak nie weszłam. Stanęłam przy ścianie i słuchałam ich rozmowy. Głupie? Okej, możliwe, ale ważne jest co ja tam usłyszałam.
-Pojedziesz na drugi koniec miasta po towar-powiedział nieznajomy głos, zapewne jeden z tych „goryli”. Na serio byli ogromni, jak goryle : D
-Sam?-zapytał. Jego głos był inny, taki pusty.
-Nie. Zabierzesz..-dalszej części nie usłyszałam bo zauważył mnie ojciec, który właśnie wychodził z salonu. Zrobiło się małe zamieszanie, rozmowa została przerwana i wyprowadzono mnie do mojego pokoju. Ojciec zamknął mnie w nim i powiedział „masz szlaban”. Eee, że co?!
Oczami Justina
Miałem pojechać z kimś po towar. Tylko z kim?
-No dobra, dziewczyny nie ma-powiedział szef tej całej mafii. Czemu ja się w to wplątałem?-Zabierzesz ze sobą Selenę.
-Że co?!-krzyknąłem-A po co ona w tym wszystkim?!
-Skoro jest córką Scottera, to powinna wiedzieć, a poza tym przyda nam się. Więc pojedziecie po towar i zawieziecie go do klubu gdzie zostaniecie na noc.
-A ty się na to zgadzasz?-zapytałem Scottera. Wystarczy, że ja jestem w tym wszystkim. Nie potrzebny im mój aniołek, prawda?
-Przykro mi Justin.
Trochę zdenerwowany odebrałem klucze od mojego managera i poszedłem po dziewczynę. Gdy mnie zobaczyła, była zdziwiona i.. przestraszona?
-Chodź-warknąłem, ponieważ nie opanowałem jeszcze emocji po rozmowie.
-Nigdzie z tobą nie idę.
-Chodź-powtórzyłem. Dziewczyna nadal stała, więc złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem na dół. Po drodze się szarpała i krzyczała ale nikogo to nie obchodziło. Wepchnąłem ją do mojego samochodu a po chwili usiadłem na drugim miejscu.
-Nienawidzę Cię-powiedziała po chwili a ja poczułem ukucie w sercu. Ale tak musiało być. Jest już w to wplątana i trudno się mówi. A Ja przez mafie jestem innym człowiekiem i doskonale to wiem. Mogę zrobić wszystko dla narkotyków. A poza tym jestem już w to nieodwołalnie wplątany. W tym momencie doszedłem do tego, że muszę ją potraktować jak sukę i nie zwracać uwagi na to, że ją kocham.
-Trudno się mówi. Ojciec Cie w to wplątał a ja robię co trzeba-oznajmiłem cały czas patrząc na drogę.
-Więc możesz mnie trochę wtajemniczyć w to wszystko?-zapytała po jakimś czasie.
-No cóż-zrobiłem pauzę, aby obmyślić, co mogę jej powiedzieć-Teraz jesteś w mafii, czy tego chcesz czy nie. Robimy to samo co inne normalne mafie, jeśli można to tak nazwać. Ciebie zapewne wykorzystają jako przynętę czy coś w tym stylu. Sam nią jestem, choć czasami dają mi inne zadania. Poza tym mam dragi za darmo.
-W takim razie to mi się podoba-uśmiechnęła się. Czyżbym miał tutaj narkomankę?
*ten rozdział jest koooszmarny. pisałam na szybko. nie wiem kiedy będzie następny. : )
Tagi:
7.
11.02.2012 o godz. 20:04



justinbieberjustinbieber.fbl.pl