18.
Próbowałam się wsłuchać w to co mówi pani Pattie. Nie udawało mi się, ciągle się trzęsłam i wydawało mi się, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Miałam ochotę powiedzieć Scottowi o tym, że jestem w ciąży. Jestem pewna, że nie damy sobie sami rady. Tak bardzo się boję! Na szczęście albo i nie, Justin to zauważył.
-Nie bój się mała-szepnął mi na ucho i pocałował w czoło.
-Od kiedy jesteście razem?-zapytała Pattie kończąc swój monolog na temat..cóż nie oszukujmy się. Nie wiem o czym mówiła.
-Selli została moją dziewczyną kilka dni po twoim wyjeździe-powiedział Biebs. W jego głosie wyczułam dumę i ani trochę strachu lub czegoś podobnego.
-Och, to wspaniale. Wybaczcie mi, ale jestem zmęczona. Położę się.
-Dobranoc-uśmiechnęłam się lekko i wtuliłam w Justina.
Obudziłam się w swoim pokoju. Nie pamiętam jak się tutaj znalazłam, ale zapewne usnęłam w salonie i Justin mnie tutaj przyniósł.
-Hej kochanie-Biebs wyszedł w samym ręczniku z mojej łazienki-Wreszcie wstałaś.
-A która jest-zapytałam jednocześnie patrząc na zegarek-Dwunasta popołudniu?!
-Nie martw się. Nie mamy żadnych planów na dziś, możesz dalej spać.
-Nie ma mowy. Idę wziąć prysznic.
-Mogę z tobą-poruszał zabawnie brwiami.
-Przecież dopiero co wyszedłeś-zaśmiałam się cicho i weszłam do łazienki.
Oczami Justina.
Selena poszła do łazienki a ja się ubrałem i zszedłem na dół. W kuchni krzątała się mama. Całą noc zastanawiałem się jak jej powiedzieć o tym, że zostanie babcią. Jak dotąd nic nie wymyśliłem.
-Hej-uśmiechnąłem się do niej-Jakie masz plany na dziś?
-Sama nie wiem. A ty co będziesz robił?
-Nic-mruknąłem wlewając sok do szklanki. Tak naprawdę miałem ochotę na zabawę z Selli no ale przecież nie powiem tego matce.
Zrobiłem tosty z serem i zaniosłem je do pokoju. Mój anioł właśnie zakładał szeroką bluzkę.
-Taki duży już masz ten brzuch?-zaśmiałem się i podszedłem do dziewczyny. Podwinąłem jej bluzkę i zobaczyłem jak zwykle chudy, piękny brzuch.
-Nie. Przecież stało się to podczas naszego pierwszego razu zapewne czyli kilka tygodni temu. Nawet nie widać, że będę miała dziecko.
-Nasze dziecko-mruknąłem jej do ucha przytulając w talii-Brzmi cudownie, prawda?
-Tak. Już się nie mogę doczekać nieprzespanych nocy i mnóstwa problemów-powiedziała z sarkazmem i wyswobodziła się z mojego uścisku.
-Przecież to nie moja wina-jęknąłem rozkładając ręce. Selli zaśmiała się cicho i cmoknęła mnie w usta.
-Wiem o tym i nie mam do Ciebie pretensji. Po prostu się boję.
-To przestań się bać i ciesz się chwilą-wpiłem się w jej usta i wplątałem dłoń we włosy. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Zjedz śniadanie-uśmiechnąłem się i podałem jej talerz z tostami. Uśmiechnęła się szeroko, uwielbiałem ten uśmiech.
Oczami Seleny
Justin ma rację. Muszę przestać się bać. Co będzie to będzie. Teraz tylko trzymać kciuki, że Pattie i Scott przyjmą ta informację w miarę spokojnie. Inaczej wszystko stracone!
*hej. krótki, wiem ale nie chce mi się pisać. ; p. dodałam cokolwiek bo chcieliście. Dostanę chociaż 5 komentarzy? Fajnie by było, bo nie opłaca mi się nawet myśleć o pisaniu tego beznadziejnego opowiadania. ; )... A no i wiem, że rozdział jest strasznie nudny. Sielanka taka, no ale nic na to nie poradzę....
Próbowałam się wsłuchać w to co mówi pani Pattie. Nie udawało mi się, ciągle się trzęsłam i wydawało mi się, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Miałam ochotę powiedzieć Scottowi o tym, że jestem w ciąży. Jestem pewna, że nie damy sobie sami rady. Tak bardzo się boję! Na szczęście albo i nie, Justin to zauważył.
-Nie bój się mała-szepnął mi na ucho i pocałował w czoło.
-Od kiedy jesteście razem?-zapytała Pattie kończąc swój monolog na temat..cóż nie oszukujmy się. Nie wiem o czym mówiła.
-Selli została moją dziewczyną kilka dni po twoim wyjeździe-powiedział Biebs. W jego głosie wyczułam dumę i ani trochę strachu lub czegoś podobnego.
-Och, to wspaniale. Wybaczcie mi, ale jestem zmęczona. Położę się.
-Dobranoc-uśmiechnęłam się lekko i wtuliłam w Justina.
Obudziłam się w swoim pokoju. Nie pamiętam jak się tutaj znalazłam, ale zapewne usnęłam w salonie i Justin mnie tutaj przyniósł.
-Hej kochanie-Biebs wyszedł w samym ręczniku z mojej łazienki-Wreszcie wstałaś.
-A która jest-zapytałam jednocześnie patrząc na zegarek-Dwunasta popołudniu?!
-Nie martw się. Nie mamy żadnych planów na dziś, możesz dalej spać.
-Nie ma mowy. Idę wziąć prysznic.
-Mogę z tobą-poruszał zabawnie brwiami.
-Przecież dopiero co wyszedłeś-zaśmiałam się cicho i weszłam do łazienki.
Oczami Justina.
Selena poszła do łazienki a ja się ubrałem i zszedłem na dół. W kuchni krzątała się mama. Całą noc zastanawiałem się jak jej powiedzieć o tym, że zostanie babcią. Jak dotąd nic nie wymyśliłem.
-Hej-uśmiechnąłem się do niej-Jakie masz plany na dziś?
-Sama nie wiem. A ty co będziesz robił?
-Nic-mruknąłem wlewając sok do szklanki. Tak naprawdę miałem ochotę na zabawę z Selli no ale przecież nie powiem tego matce.
Zrobiłem tosty z serem i zaniosłem je do pokoju. Mój anioł właśnie zakładał szeroką bluzkę.
-Taki duży już masz ten brzuch?-zaśmiałem się i podszedłem do dziewczyny. Podwinąłem jej bluzkę i zobaczyłem jak zwykle chudy, piękny brzuch.
-Nie. Przecież stało się to podczas naszego pierwszego razu zapewne czyli kilka tygodni temu. Nawet nie widać, że będę miała dziecko.
-Nasze dziecko-mruknąłem jej do ucha przytulając w talii-Brzmi cudownie, prawda?
-Tak. Już się nie mogę doczekać nieprzespanych nocy i mnóstwa problemów-powiedziała z sarkazmem i wyswobodziła się z mojego uścisku.
-Przecież to nie moja wina-jęknąłem rozkładając ręce. Selli zaśmiała się cicho i cmoknęła mnie w usta.
-Wiem o tym i nie mam do Ciebie pretensji. Po prostu się boję.
-To przestań się bać i ciesz się chwilą-wpiłem się w jej usta i wplątałem dłoń we włosy. Po chwili oderwaliśmy się od siebie.
-Zjedz śniadanie-uśmiechnąłem się i podałem jej talerz z tostami. Uśmiechnęła się szeroko, uwielbiałem ten uśmiech.
Oczami Seleny
Justin ma rację. Muszę przestać się bać. Co będzie to będzie. Teraz tylko trzymać kciuki, że Pattie i Scott przyjmą ta informację w miarę spokojnie. Inaczej wszystko stracone!
*hej. krótki, wiem ale nie chce mi się pisać. ; p. dodałam cokolwiek bo chcieliście. Dostanę chociaż 5 komentarzy? Fajnie by było, bo nie opłaca mi się nawet myśleć o pisaniu tego beznadziejnego opowiadania. ; )... A no i wiem, że rozdział jest strasznie nudny. Sielanka taka, no ale nic na to nie poradzę....
Tagi:
18.
08.04.2012 o godz. 20:41
komentuj (3)
17.
-Ja...-westchnęłam i spojrzałam w jego oczy-Jestem w ciąży.
Cisza. Okropnie męcząca cisza, podczas której patrzyliśmy sobie w oczy. Bałam się koszmarnie. Obiecał, że mnie nie zostawi, ale może były to tylko słowa?
-Kocham Cię-szepnął i przytulił mnie do siebie. A ja? Rozpłakałam się. Tak! W takiej chwili!-Nie płacz.
Usiadłam na kolanach Biebsa, podczas gdy on jedną dłoń wplótł w moje włosy, mocniej mnie do siebie przyciągając. Drugą położył na moim brzuchu. Trwaliśmy tak przez jakiś czas, aż w końcu Justin złapał mnie za brodę i mocno pocałował.
-Damy radę-uśmiechnął się-Wychowamy to dziecko i będziemy żyć dalej. Od kiedy wiesz?
-Od kilku dni-mruknęłam patrząc na swoje ręce.
-Nie ukrywaj przede mną takich rzeczy. Nie lubię, gdy nie jesteś ze mną szczera. Nie chcę, żebyś była smutna, dobrze?-przytaknęłam głową i położyłam się ja łóżku, a Justin obok mnie. Przytulił się do moim pleców, ramię kładąc na moim brzuchu. Uśmiechnęłam się pod nosem i zamknęłam oczy. Po chwili już spałam.
Oczami Justina
Leżąc tak obok mojego aniołka pomyślałem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Będę miał dziecko! Z Seleną! Gdy matka mojego nieurodzonego dziecka zasnęła, po cichu zszedłem do kuchni i zabrałem się za robienie naleśników. Było to praktycznie jedyne danie, które potrafiłem sam zrobić. Polałem je sosem karmelowym i wlałem soku do szklanek po czym zaniosłem to wszystko do swojego pokoju. Selli właśnie się budziła.
Zjedliśmy w ciszy. Zastanawiałem się, co będzie dalej. Czy damy radę sami wychować dziecko? Nie no, nie będziemy sami. Jest Pattie i Scott. Ale tak czy siak, to dość duża odpowiedzialność. Mamy dopiero siedemnaście lat. To tak mało! A przecież musimy jeszcze powiedzieć mojej matce i.... zaplanować ślub? Tak, w tym wypadku Selena powinna zostać moją żoną. Chociaż podejrzewam, że i bez ciąży poprosiłbym ją niebawem o rękę. Co z tego, że krótko się znamy? Jestem pewny, że to prawdziwa miłość.
-Justin! Selena!-usłyszałem krzyk Scotta. O co mu może chodzić, że zakłóca nasz spokój? Spojrzałem na Selli, która podnosiła się z miejsca. Objąłem ją ramieniem i razem zeszliśmy na dół.
-Mama?!-zdziwiłem się widząc Pattie na korytarzu. To ona dzisiaj miała wrócić?
-Wróciłam synku-uśmiechnęła się do mnie. Nadal trzymając dłoń Seleny przytuliłem mamę.
-To jest Selena, moja córka-wyjaśnił Scotter.
-Miło poznać-powiedziała moja ukochana podając jej wolną dłoń. Pattie się tylko zaśmiała i przytuliła Selenę. Wiem, że to głupie ale moją pierwszą myślą było 'zgniecie jej brzuchu'. Oczywiście szybko powstrzymałem się przed odepchnięciem ich od siebie. Nie mogą się teraz dowiedzieć.
-Chodźmy się czegoś napić-zaproponował Scotter. Weszliśmy do salonu, gdzie usiadłem na kanapie jak najbliżej Seleny. Przytuliłem ją mocno do siebie i wsłuchałem się w opowieści matki.
*zadziwiające, że dodałam dzisiaj ten rodział ; o. czyta ktoooś? ; )
-Ja...-westchnęłam i spojrzałam w jego oczy-Jestem w ciąży.
Cisza. Okropnie męcząca cisza, podczas której patrzyliśmy sobie w oczy. Bałam się koszmarnie. Obiecał, że mnie nie zostawi, ale może były to tylko słowa?
-Kocham Cię-szepnął i przytulił mnie do siebie. A ja? Rozpłakałam się. Tak! W takiej chwili!-Nie płacz.
Usiadłam na kolanach Biebsa, podczas gdy on jedną dłoń wplótł w moje włosy, mocniej mnie do siebie przyciągając. Drugą położył na moim brzuchu. Trwaliśmy tak przez jakiś czas, aż w końcu Justin złapał mnie za brodę i mocno pocałował.
-Damy radę-uśmiechnął się-Wychowamy to dziecko i będziemy żyć dalej. Od kiedy wiesz?
-Od kilku dni-mruknęłam patrząc na swoje ręce.
-Nie ukrywaj przede mną takich rzeczy. Nie lubię, gdy nie jesteś ze mną szczera. Nie chcę, żebyś była smutna, dobrze?-przytaknęłam głową i położyłam się ja łóżku, a Justin obok mnie. Przytulił się do moim pleców, ramię kładąc na moim brzuchu. Uśmiechnęłam się pod nosem i zamknęłam oczy. Po chwili już spałam.
Oczami Justina
Leżąc tak obok mojego aniołka pomyślałem, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Będę miał dziecko! Z Seleną! Gdy matka mojego nieurodzonego dziecka zasnęła, po cichu zszedłem do kuchni i zabrałem się za robienie naleśników. Było to praktycznie jedyne danie, które potrafiłem sam zrobić. Polałem je sosem karmelowym i wlałem soku do szklanek po czym zaniosłem to wszystko do swojego pokoju. Selli właśnie się budziła.
Zjedliśmy w ciszy. Zastanawiałem się, co będzie dalej. Czy damy radę sami wychować dziecko? Nie no, nie będziemy sami. Jest Pattie i Scott. Ale tak czy siak, to dość duża odpowiedzialność. Mamy dopiero siedemnaście lat. To tak mało! A przecież musimy jeszcze powiedzieć mojej matce i.... zaplanować ślub? Tak, w tym wypadku Selena powinna zostać moją żoną. Chociaż podejrzewam, że i bez ciąży poprosiłbym ją niebawem o rękę. Co z tego, że krótko się znamy? Jestem pewny, że to prawdziwa miłość.
-Justin! Selena!-usłyszałem krzyk Scotta. O co mu może chodzić, że zakłóca nasz spokój? Spojrzałem na Selli, która podnosiła się z miejsca. Objąłem ją ramieniem i razem zeszliśmy na dół.
-Mama?!-zdziwiłem się widząc Pattie na korytarzu. To ona dzisiaj miała wrócić?
-Wróciłam synku-uśmiechnęła się do mnie. Nadal trzymając dłoń Seleny przytuliłem mamę.
-To jest Selena, moja córka-wyjaśnił Scotter.
-Miło poznać-powiedziała moja ukochana podając jej wolną dłoń. Pattie się tylko zaśmiała i przytuliła Selenę. Wiem, że to głupie ale moją pierwszą myślą było 'zgniecie jej brzuchu'. Oczywiście szybko powstrzymałem się przed odepchnięciem ich od siebie. Nie mogą się teraz dowiedzieć.
-Chodźmy się czegoś napić-zaproponował Scotter. Weszliśmy do salonu, gdzie usiadłem na kanapie jak najbliżej Seleny. Przytuliłem ją mocno do siebie i wsłuchałem się w opowieści matki.
*zadziwiające, że dodałam dzisiaj ten rodział ; o. czyta ktoooś? ; )
Tagi:
17.
16.
Minął tydzień od morderstwa mojego ojca. Na szczęście nikt nie wiedział kto to zrobił, gdyż nikt się tym nie przejmował. To miasto jest doprawdy dziwne. Policja nie przejmowała się śmiercią Jacka, ale może to dobrze? Właśnie zaczynamy nagrywanie nowej płyty. Przerabiam moje stare bazgroły z pomocą Selli. Ma świetne pomysły. Wszystko idzie w dobrym kierunku.
Oczami Seleny
Justin jest szczęśliwy, ale nie wie jednego. Boję się mu to powiedzieć, gdyż zaszkodzi to jego karierze. Mój plan? Spakować się i wyjechać daleko gdzieś.
-Aniołku!-usłyszałam zachrypnięty głos Justina. No tak, zamknęłam się w łazience na klucz i siedzę w wannie. Dziwne?
-Już!-odkrzyknęłam i wybiegłam z pomieszczenia. Naprzeciwko stał Biebs ubrany w same bokserki.
-Mmm-mruknął i wepchnął mnie z powrotem do środka. Zaczął całować mnie po ustach i powoli zdejmował moją koszulkę.
-Co ty wyprawiasz?-zapytałam odpychając Go od siebie.
-Nie chcesz...?-szepnął. Posłałam mu przepraszające spojrzenie i uciekłam do swojego pokoju. Nie wytrzymam, muszę mu powiedzieć albo uciec! Innego wyjścia nie ma.
Słyszałam jak Justin włączył muzykę tak głośno, że było ją słychać chyba na całej ulicy. A właśnie, dlaczego on jeszcze mieszka ze Scottem? Otóż mój kochany tatusiek oznajmił, że Pattie i Just mogą zamieszkać z nami do czasu premiery płyty. Czyż to nie cudowne? Ale mniejsza z tym, wróćmy do mojego problemu.
Siedziałam w pokoju przez jakieś dwie godziny, aż w końcu zgłodniałam. Jak najciszej przeszłam obok drzwi do pokoju mojego chłopaka i zbiegłam na dół. W kuchni zjadłam kilka kanapek i wypiłam herbatę malinową. Gdy chciałam już wyjść, drogę zasłonił mi brzuch Kenny'ego.
-Cześć-uśmiechnęłam się do niego i ominęłam uciekając z powrotem na górę. Niestety zapomniałam się i pobiegłam po schodach. Justin to usłyszał i szybko wyszedł na korytarz. Popatrzyłam w jego brązowe oczy.
-Możemy porozmawiać?-no to pięknie.
-Yhyy- weszłam do jego pokoju i usiadłam na łóżku. Chłopak usiadł naprzeciwko i złapał moją dłoń.
-Wiem, że coś się dzieje. Zachowujesz się dziwnie i ja to widzę, choć próbujesz to ukryć. Powiedz mi co się dzieje.
-A obiecujesz, że mnie nie zostawisz? Cokolwiek się stało, będziesz zawsze ze mną? Będziesz mi pomagał?
-Obiecuję.
-Ja....
*czeeść. po tak długiej przerwie, wreszcie coś dodałam. nie wiem, czy nadal pisac to opowiadanie. nie mam zbytnio czasu ani pomysłu. nie musicie czytać, ale jeśli to zrobiliście to dajcie znać. < 3
Minął tydzień od morderstwa mojego ojca. Na szczęście nikt nie wiedział kto to zrobił, gdyż nikt się tym nie przejmował. To miasto jest doprawdy dziwne. Policja nie przejmowała się śmiercią Jacka, ale może to dobrze? Właśnie zaczynamy nagrywanie nowej płyty. Przerabiam moje stare bazgroły z pomocą Selli. Ma świetne pomysły. Wszystko idzie w dobrym kierunku.
Oczami Seleny
Justin jest szczęśliwy, ale nie wie jednego. Boję się mu to powiedzieć, gdyż zaszkodzi to jego karierze. Mój plan? Spakować się i wyjechać daleko gdzieś.
-Aniołku!-usłyszałam zachrypnięty głos Justina. No tak, zamknęłam się w łazience na klucz i siedzę w wannie. Dziwne?
-Już!-odkrzyknęłam i wybiegłam z pomieszczenia. Naprzeciwko stał Biebs ubrany w same bokserki.
-Mmm-mruknął i wepchnął mnie z powrotem do środka. Zaczął całować mnie po ustach i powoli zdejmował moją koszulkę.
-Co ty wyprawiasz?-zapytałam odpychając Go od siebie.
-Nie chcesz...?-szepnął. Posłałam mu przepraszające spojrzenie i uciekłam do swojego pokoju. Nie wytrzymam, muszę mu powiedzieć albo uciec! Innego wyjścia nie ma.
Słyszałam jak Justin włączył muzykę tak głośno, że było ją słychać chyba na całej ulicy. A właśnie, dlaczego on jeszcze mieszka ze Scottem? Otóż mój kochany tatusiek oznajmił, że Pattie i Just mogą zamieszkać z nami do czasu premiery płyty. Czyż to nie cudowne? Ale mniejsza z tym, wróćmy do mojego problemu.
Siedziałam w pokoju przez jakieś dwie godziny, aż w końcu zgłodniałam. Jak najciszej przeszłam obok drzwi do pokoju mojego chłopaka i zbiegłam na dół. W kuchni zjadłam kilka kanapek i wypiłam herbatę malinową. Gdy chciałam już wyjść, drogę zasłonił mi brzuch Kenny'ego.
-Cześć-uśmiechnęłam się do niego i ominęłam uciekając z powrotem na górę. Niestety zapomniałam się i pobiegłam po schodach. Justin to usłyszał i szybko wyszedł na korytarz. Popatrzyłam w jego brązowe oczy.
-Możemy porozmawiać?-no to pięknie.
-Yhyy- weszłam do jego pokoju i usiadłam na łóżku. Chłopak usiadł naprzeciwko i złapał moją dłoń.
-Wiem, że coś się dzieje. Zachowujesz się dziwnie i ja to widzę, choć próbujesz to ukryć. Powiedz mi co się dzieje.
-A obiecujesz, że mnie nie zostawisz? Cokolwiek się stało, będziesz zawsze ze mną? Będziesz mi pomagał?
-Obiecuję.
-Ja....
*czeeść. po tak długiej przerwie, wreszcie coś dodałam. nie wiem, czy nadal pisac to opowiadanie. nie mam zbytnio czasu ani pomysłu. nie musicie czytać, ale jeśli to zrobiliście to dajcie znać. < 3
Tagi:
16.
15.
Następnego dnia była dość napięta atmosfera. Scott i Justin zajęli się czymś w biurze a ja siedziałam sama z kawą i kocem przy laptopie. Nikt ze mną nie rozmawiał, nikt. Normalnie jakby mnie znienawidzili. Justin omijał mnie szerokim łukiem i nawet na mnie nie spojrzał. Ale co ja miałam na to poradzić?
Wieczorem siedziałam sama w pokoju i słuchałam muzyki bawiąc się z Potworkiem(to ta mysz^ ^). Justin grał w coś z Usherem który nagle zjawił się u nas w domu. Siedziałam tak do północy i co? Nikt do mnie nie przyszedł. Postanowiłam zobaczyć co robią. Po cichu zeszłam do salonu i przeżyłam szok normalnie. Na podłodze było mnóstwo popcornu a gdzieś w tym bałaganie siedział Scoot i Ush. Nic złego, tyle że spali w samych bokserkach. A gdzie jest Justin?
-Tutaj jesteś-mruknęłam wchodząc do kuchni-Czemu siedzisz o tej porze w kuchni, na podłodze?
-Selli, ja...-szepnął i podkulił nogi chowając twarz w dłoniach. Usiadłam obok niego o mocno przytuliłam.
-O co chodzi?-zapytałam odrywając jego dłonie i patrząc w jego śliczne, załzawione oczy.
-Czy ty rozumiesz, że ja zabiłem swojego ojca?-jęknął-Jak ja będę z tym żył?
-Justin, twój ojciec był złym człowiekiem. Uratowałeś dzięki temu wielu ludzi. Ale miałeś wybór, mogłeś tego nie robić.
-Czy ty jeszcze nie zrozumiałaś, że gdybym tego nie zrobił, on zabiłby Ciebie?!-krzyknął i wybiegł z pomieszczenia. Teraz to ja się rozpłakałam. Przecież miał wyjście, tak?! Mógł mnie tam zostawić, dać umrzeć.
Oczami Justina
Wybiegłem z kuchni, a po chwili znalazłem się w łazience obok mojego tymczasowego pokoju. Nie żałowałem, że zabiłem swojego ojca. Żałowałem tego, że w ogóle byłem w stanie zabić człowieka. A co jeśli zrobię coś Selenie?
Gdy tak siedziałem w łazience, a właściwie leżałem w wannie, przypomniałem sobie o mojej matce. Bardzo tęsknię za Pattie. Ciekawe, co ona by powiedziała na to, że zabiłem mojego ojca.. Oprócz mojej matki, tęsknie za moimi fanami. Tak, koncerty, wywiady, sesje. To jest to! A może nagrać nową płytę? Z tymi myślami podbiegłem to swojego notatnika. Miałem tam kilka piosenek, które mogłyby być hitami. Przetarłem łzy i pobiegłem obudzić Scotta. Spodziewałem się, że spotkam go w salonie, gdzie wcześniej spał ale już go tam nie było. Przeszukałem jego sypialnię, też pusto. Na szczęście siedział w swoim biurze.
-Co ty na to, aby wydać nowa płytę?-zapytałem wchodząc do środka. Prosto z mostu, tak najlepiej.
-Wspaniały pomysł. Miałeś dość długą przerwę w karierze, czas do tego wrócić-powiedział przeglądając moje piosenki-Musisz się czymś zająć, zapomnieć. A teksty są świetne. Jutro zajmę jakieś studio i bierzemy się do pracy.
-Wow, dzięki-oznajmiłem i wyszedłem. Byłem naprawdę zadowolony z tego, że wracam to śpiewania. Ale co z Seleną? Trzeba z nią porozmawiać.
Znalazłem mojego aniołka w kuchni. Trzymała nóż przy ręce i wpatrywała się gdzieś w przestrzeń.
-Co ty wyprawiasz?!-wydarłem się na całe miasto, po czym wyrwałem jej nóż z ręki.
-Skoro żałujesz, że mnie uratowałeś, mogę sama się zabić. Bez zbędnych słów. Nie to nie. Po co Ci ja?
-Kocham Cię i masz być ze mną w każdej chwili. Bez Ciebie nie umiem żyć. I masz rację, powiedziałem coś takiego. Przepraszam, mówiłem ale nie myślałem.
-Naprawdę?-zapytała. Nie odpowiedziałem, lecz wpiłem się w jej malinowe usta. Mógłbym ją całować całe życie.
*wiem, że krótki, ale dodaję bo chcieliście. : p Nie wiem kiedy będzie następny. Jak będę miała wene, to napiszę i będzie. Bo narazie jak widzice jest nudny. xdd
Następnego dnia była dość napięta atmosfera. Scott i Justin zajęli się czymś w biurze a ja siedziałam sama z kawą i kocem przy laptopie. Nikt ze mną nie rozmawiał, nikt. Normalnie jakby mnie znienawidzili. Justin omijał mnie szerokim łukiem i nawet na mnie nie spojrzał. Ale co ja miałam na to poradzić?
Wieczorem siedziałam sama w pokoju i słuchałam muzyki bawiąc się z Potworkiem(to ta mysz^ ^). Justin grał w coś z Usherem który nagle zjawił się u nas w domu. Siedziałam tak do północy i co? Nikt do mnie nie przyszedł. Postanowiłam zobaczyć co robią. Po cichu zeszłam do salonu i przeżyłam szok normalnie. Na podłodze było mnóstwo popcornu a gdzieś w tym bałaganie siedział Scoot i Ush. Nic złego, tyle że spali w samych bokserkach. A gdzie jest Justin?
-Tutaj jesteś-mruknęłam wchodząc do kuchni-Czemu siedzisz o tej porze w kuchni, na podłodze?
-Selli, ja...-szepnął i podkulił nogi chowając twarz w dłoniach. Usiadłam obok niego o mocno przytuliłam.
-O co chodzi?-zapytałam odrywając jego dłonie i patrząc w jego śliczne, załzawione oczy.
-Czy ty rozumiesz, że ja zabiłem swojego ojca?-jęknął-Jak ja będę z tym żył?
-Justin, twój ojciec był złym człowiekiem. Uratowałeś dzięki temu wielu ludzi. Ale miałeś wybór, mogłeś tego nie robić.
-Czy ty jeszcze nie zrozumiałaś, że gdybym tego nie zrobił, on zabiłby Ciebie?!-krzyknął i wybiegł z pomieszczenia. Teraz to ja się rozpłakałam. Przecież miał wyjście, tak?! Mógł mnie tam zostawić, dać umrzeć.
Oczami Justina
Wybiegłem z kuchni, a po chwili znalazłem się w łazience obok mojego tymczasowego pokoju. Nie żałowałem, że zabiłem swojego ojca. Żałowałem tego, że w ogóle byłem w stanie zabić człowieka. A co jeśli zrobię coś Selenie?
Gdy tak siedziałem w łazience, a właściwie leżałem w wannie, przypomniałem sobie o mojej matce. Bardzo tęsknię za Pattie. Ciekawe, co ona by powiedziała na to, że zabiłem mojego ojca.. Oprócz mojej matki, tęsknie za moimi fanami. Tak, koncerty, wywiady, sesje. To jest to! A może nagrać nową płytę? Z tymi myślami podbiegłem to swojego notatnika. Miałem tam kilka piosenek, które mogłyby być hitami. Przetarłem łzy i pobiegłem obudzić Scotta. Spodziewałem się, że spotkam go w salonie, gdzie wcześniej spał ale już go tam nie było. Przeszukałem jego sypialnię, też pusto. Na szczęście siedział w swoim biurze.
-Co ty na to, aby wydać nowa płytę?-zapytałem wchodząc do środka. Prosto z mostu, tak najlepiej.
-Wspaniały pomysł. Miałeś dość długą przerwę w karierze, czas do tego wrócić-powiedział przeglądając moje piosenki-Musisz się czymś zająć, zapomnieć. A teksty są świetne. Jutro zajmę jakieś studio i bierzemy się do pracy.
-Wow, dzięki-oznajmiłem i wyszedłem. Byłem naprawdę zadowolony z tego, że wracam to śpiewania. Ale co z Seleną? Trzeba z nią porozmawiać.
Znalazłem mojego aniołka w kuchni. Trzymała nóż przy ręce i wpatrywała się gdzieś w przestrzeń.
-Co ty wyprawiasz?!-wydarłem się na całe miasto, po czym wyrwałem jej nóż z ręki.
-Skoro żałujesz, że mnie uratowałeś, mogę sama się zabić. Bez zbędnych słów. Nie to nie. Po co Ci ja?
-Kocham Cię i masz być ze mną w każdej chwili. Bez Ciebie nie umiem żyć. I masz rację, powiedziałem coś takiego. Przepraszam, mówiłem ale nie myślałem.
-Naprawdę?-zapytała. Nie odpowiedziałem, lecz wpiłem się w jej malinowe usta. Mógłbym ją całować całe życie.
*wiem, że krótki, ale dodaję bo chcieliście. : p Nie wiem kiedy będzie następny. Jak będę miała wene, to napiszę i będzie. Bo narazie jak widzice jest nudny. xdd
Tagi:
15.
14.
Oczami Seleny
Wracając z kawiarni do pokoju, poczułam ból głowy a po chwili coś mi mignęło przed oczami i widziałam tylko ciemność.
Gdy otworzyłam oczy poczułam sznury na nadgarstkach i nogach. Nie no, o co tutaj chodzi? Rozejrzałam się dookoła. Leżałam na środku jakiegoś pustego, ogromnego pomieszczenia. Byłam tam tylko ja, małe okno i drzwi na końcu. Zmieniłam pozycje na siedzącą i trwałam tak jakiś czas aż w końcu ktoś wszedł. Był to Jack. W ręce miał pistolet a na twarzy malował się ten jego uśmieszek. Był zadowolony z tego co zrobił, ale ja mu się nie dałam. Siedziałam spokojnie, ponieważ wiedziała, że mi nic nie zrobi. To by było bez sensu. Mógłby po prostu nie wtajemniczać mnie w mafię. A tak? Co by mu dała moja śmierć? Z takimi myślami uśmiechnęłam się szeroko do tego idioty. Tak, idioty! On chyba nie myśli. Sama nie wiem.
-Cześć-przywitałam się słodko, gdy stanął obok mnie-Mógłbyś poluzować mi te sznury? Strasznie bolą mnie nogi.
-Och, oczywiście-powiedział trochę zdziwiony moją reakcją. Poluzował sznury tak jak prosiłam, bacznie mi się przyglądając.
-No dobra, przejdźmy do rzeczy. Wiedz dlaczego tutaj jesteś?-pokręciłam przecząco głową-No więc...
Nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ ktoś wbiegł do budynku. Nim Jack się odwrócił, miał przyłożony pistolet do skroni.
-Odłóż broń-warknął Justin. Co On tutaj robił? Przecież dałabym sobie sama radę. Nie wiem jak, ale dałabym radę.
-Mój własny syn chce mnie zabić?-zaśmiał się Jack rzucając pistolet na bok.
-Nie jestem twoim synem-warknął Justin i... No co zrobił? Nacisnął na spust i cały magazynek kul wylądował w głowie Jacka. Odruchowo krzyknęłam a łzy poleciały mi po twarzy.
-Ej mała, czemu płaczesz?-zapytał Justin przytulając mnie do siebie-Już jest dobrze.
-Wiem-szepnęłam. Chłopak rozwiązał mi sznurki a po chwili zjawili się jacyś ludzie i zabrali krwawiące ciało ojca Biebera. Nie chciałam mu mówić, dlaczego tak na to wszystko zareagowałam. No bo co, mam mu wyznać, że tu już druga osoba, którą zabito na moich oczach? Tak, miałam brata. Mój kochany brat został zabity w identyczny sposób. Szliśmy razem przez miasto i nagle podbiegł do nas jakiś facet. Goniła Go policja. Złapał mojego brata, który był dwa lata starszy. Powiedział, ze zabije go, jeśli policja nie da mu spokoju. Oboje zginęli na miejscu. A ja nie mogłam nic zrobić. Takie już jest to życie.
Justin wziął mnie na ręce i wpakował do samochodu. Schowałam twarz w jego ramionach i odjechaliśmy z tego miejsca.
-Jak mnie znalazłeś? Dlaczego zabiłeś własnego ojca?-zapytałam szybko
-Rozmawiałem z Jackiem. Powiedział mi gdzie idzie abym poczuł fizyczny ból. Następnie jego ludzie zawiązali mnie i pojechał do Ciebie. Znalazł mnie Scott. Rozwiązał mnie i pobiegłem do miejsca o którym powiedział mi Jack. Nie żałuje, że go zabiłem. On jedynie przyczynił się do tego, że się urodziłem. Nie opiekował się mną, niczego nie nauczył. Wpakował mnie w kłopoty, nic więcej.
-Kocham Cię-szepnęłam patrząc w jego czekoladowe oczy. W tym momencie były zapełnione łzami, tak jak moje. Justin zbliżył swoje usta do moich i złączył je w pocałunku.
-Ja Ciebie też-powiedział muskając ustami moją szyję. Nie mogliśmy robić nic więcej, ponieważ w samochodzie był jeszcze Scott i Kenny, który prowadził auto.
Wróciliśmy do domu, gdzie Justin pociągnął mnie do łazienki. Przeczyścił moje rany zrobione przez liny. Następnie z szerokim uśmiechem przysunął mnie do ściany i wpił się w moje usta. Powoli schodził do szyi, dekoltu i brzucha. A ja bawiłam się jego włosami. W pewnym momencie Bieber położył mnie do wanny a następnie odkręcił kran.
-Co ty wyprawiasz?-zapytałam wybuchając głośnym śmiechem. Chłopak nie odpowiedział tylko położył się na mnie. Byliśmy cali mokrzy.
-No, kotek rozbieraj się-zagryzł wargę i zdjął moją bluzkę. Zrobiłam to samo z jego spodniami ponieważ tylko to miał na sobie. Nawet bokserek albo skarpetek włożył.
Po chwili byliśmy cali nadzy. Wylądowaliśmy na podłodze i wszystko się zaczęło. Te jego ruchy, jęki, krzyki.
-Kocham Cię!-krzyknął zmęczony chłopak opadając na zimne kafelki.
*mam nadzieję, że sie podoba. : D. w sumie to jets krótki i jakiś taki niepoukładany no ale ważne, że jest. następny rozdział nie pojawi się, jeśli nie bedzie pod tą nott. conajmniej 6 kom.
Oczami Seleny
Wracając z kawiarni do pokoju, poczułam ból głowy a po chwili coś mi mignęło przed oczami i widziałam tylko ciemność.
Gdy otworzyłam oczy poczułam sznury na nadgarstkach i nogach. Nie no, o co tutaj chodzi? Rozejrzałam się dookoła. Leżałam na środku jakiegoś pustego, ogromnego pomieszczenia. Byłam tam tylko ja, małe okno i drzwi na końcu. Zmieniłam pozycje na siedzącą i trwałam tak jakiś czas aż w końcu ktoś wszedł. Był to Jack. W ręce miał pistolet a na twarzy malował się ten jego uśmieszek. Był zadowolony z tego co zrobił, ale ja mu się nie dałam. Siedziałam spokojnie, ponieważ wiedziała, że mi nic nie zrobi. To by było bez sensu. Mógłby po prostu nie wtajemniczać mnie w mafię. A tak? Co by mu dała moja śmierć? Z takimi myślami uśmiechnęłam się szeroko do tego idioty. Tak, idioty! On chyba nie myśli. Sama nie wiem.
-Cześć-przywitałam się słodko, gdy stanął obok mnie-Mógłbyś poluzować mi te sznury? Strasznie bolą mnie nogi.
-Och, oczywiście-powiedział trochę zdziwiony moją reakcją. Poluzował sznury tak jak prosiłam, bacznie mi się przyglądając.
-No dobra, przejdźmy do rzeczy. Wiedz dlaczego tutaj jesteś?-pokręciłam przecząco głową-No więc...
Nie zdążył dokończyć zdania, ponieważ ktoś wbiegł do budynku. Nim Jack się odwrócił, miał przyłożony pistolet do skroni.
-Odłóż broń-warknął Justin. Co On tutaj robił? Przecież dałabym sobie sama radę. Nie wiem jak, ale dałabym radę.
-Mój własny syn chce mnie zabić?-zaśmiał się Jack rzucając pistolet na bok.
-Nie jestem twoim synem-warknął Justin i... No co zrobił? Nacisnął na spust i cały magazynek kul wylądował w głowie Jacka. Odruchowo krzyknęłam a łzy poleciały mi po twarzy.
-Ej mała, czemu płaczesz?-zapytał Justin przytulając mnie do siebie-Już jest dobrze.
-Wiem-szepnęłam. Chłopak rozwiązał mi sznurki a po chwili zjawili się jacyś ludzie i zabrali krwawiące ciało ojca Biebera. Nie chciałam mu mówić, dlaczego tak na to wszystko zareagowałam. No bo co, mam mu wyznać, że tu już druga osoba, którą zabito na moich oczach? Tak, miałam brata. Mój kochany brat został zabity w identyczny sposób. Szliśmy razem przez miasto i nagle podbiegł do nas jakiś facet. Goniła Go policja. Złapał mojego brata, który był dwa lata starszy. Powiedział, ze zabije go, jeśli policja nie da mu spokoju. Oboje zginęli na miejscu. A ja nie mogłam nic zrobić. Takie już jest to życie.
Justin wziął mnie na ręce i wpakował do samochodu. Schowałam twarz w jego ramionach i odjechaliśmy z tego miejsca.
-Jak mnie znalazłeś? Dlaczego zabiłeś własnego ojca?-zapytałam szybko
-Rozmawiałem z Jackiem. Powiedział mi gdzie idzie abym poczuł fizyczny ból. Następnie jego ludzie zawiązali mnie i pojechał do Ciebie. Znalazł mnie Scott. Rozwiązał mnie i pobiegłem do miejsca o którym powiedział mi Jack. Nie żałuje, że go zabiłem. On jedynie przyczynił się do tego, że się urodziłem. Nie opiekował się mną, niczego nie nauczył. Wpakował mnie w kłopoty, nic więcej.
-Kocham Cię-szepnęłam patrząc w jego czekoladowe oczy. W tym momencie były zapełnione łzami, tak jak moje. Justin zbliżył swoje usta do moich i złączył je w pocałunku.
-Ja Ciebie też-powiedział muskając ustami moją szyję. Nie mogliśmy robić nic więcej, ponieważ w samochodzie był jeszcze Scott i Kenny, który prowadził auto.
Wróciliśmy do domu, gdzie Justin pociągnął mnie do łazienki. Przeczyścił moje rany zrobione przez liny. Następnie z szerokim uśmiechem przysunął mnie do ściany i wpił się w moje usta. Powoli schodził do szyi, dekoltu i brzucha. A ja bawiłam się jego włosami. W pewnym momencie Bieber położył mnie do wanny a następnie odkręcił kran.
-Co ty wyprawiasz?-zapytałam wybuchając głośnym śmiechem. Chłopak nie odpowiedział tylko położył się na mnie. Byliśmy cali mokrzy.
-No, kotek rozbieraj się-zagryzł wargę i zdjął moją bluzkę. Zrobiłam to samo z jego spodniami ponieważ tylko to miał na sobie. Nawet bokserek albo skarpetek włożył.
Po chwili byliśmy cali nadzy. Wylądowaliśmy na podłodze i wszystko się zaczęło. Te jego ruchy, jęki, krzyki.
-Kocham Cię!-krzyknął zmęczony chłopak opadając na zimne kafelki.
*mam nadzieję, że sie podoba. : D. w sumie to jets krótki i jakiś taki niepoukładany no ale ważne, że jest. następny rozdział nie pojawi się, jeśli nie bedzie pod tą nott. conajmniej 6 kom.
Tagi:
14.
13.
Nadal Oczami Justina
No więc chcecie wiedzieć co zobaczyłem w tej piwnicy? Siedem dziewczyn z seksownymi i pięknymi ciałami. Każda siedziała w oddzielnej.. hmm, nie wiem co to było. Takie zamknięcia jak w więzieniu. Kraty a za nimi łóżko. Dziewczyny siedziały okryte jedynie cienkim prześcieradłem. Były brudne i całe we krwi. Same wybrały takie życie, a upojne noce z nami wynagradzały im te codzienne męki. Po co one tutaj były? To chyba proste. Kumple Jacka lubili się zabawić z którąś w weekend. Niektóre były wyprowadzane jak psy, aby coś zjadły i się umyły. Straszne! A wiecie co jest jeszcze gorsze? To ja robiłem im krzywdę najczęściej. Nigdy nie umiałem się opanować. Tym razem było inaczej. Zakochałem się w Selenie i nie miałem zamiaru pieprzyć się z którąś z nich. Co prawda, Selli nie jest aktualnie moją dziewczyną ale nie chcę jej zdradzać.
Podszedłem do dziewczyny, którą po raz pierwszy widziałem. Pewnie nowa.
-Ty jesteś Kate?-zapytałem cicho zrywając jej okrycie. Cicho przytaknęła. Spojrzałem na jej ciało. Brudne, w bliznach i strupach. Zdjąłem swoją koszulkę i podałem ją dziewczynie. Ubrała się i wyszliśmy z tego potwornego miejsca. Szybko pociągnąłem ją do windy i w ciszy dotarliśmy do mojego pokoju.
-Idź się umyć-pokazałem palcem na drzwi od łazienki. Kate posłusznie weszła do pomieszczenia a ja rzuciłem się na łóżko.
Miałem tego wszystkiego dość. Chciałbym uwolnić te dziewczyny, uciec z mafii i prowadzić szczęśliwe życie z Seleną. Do tego wszystkiego jest jeszcze moja kariera. Mam tymczasową przerwę, ale za kilka dni wszystko się zmieni. Znowu będą koncerty, sesje i wywiady.
-Gotowa-usłyszałem cichy głos. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nagą Kate. W jej oczach zauważyłem strach. Wyglądała tak pociągająco, że miałem ochotę się na nią rzucić. Szybko się powstrzymałem i zszedłem z łóżka. Wyjąłem z szafy jakąś bluzkę i spodnie po czym podałem je dziewczynie.
-Ubierz się i siedź cicho-mruknąłem. Zdziwiona wykonała polecenie. Po godzinie odprowadziłem ją na miejsce. Był jeden problem. Była czysta, a to oznaczało, że nic z nią nie robiłem. A przecież miałem inne polecenie.
Niechętnie, z bólem serca przyciągnąłem do siebie tą dziewczynę i z całej siły pociągnąłem za włosy. Następnie poszarpałem ubrania i pociągnąłem za ramie. Otworzyłem kraty i wepchnąłem Kate do środka, przez co wpadła na ścianę.
Wyszedłem z piwnicy i przeszedłem się po hotelu. Nigdzie nie było Seleny. Wszedłem do pokoju Scotta gdzie zobaczyłem uśmiechającego się Jacka.
-Czyżbyś szukał swojej Selenki?-zapytał z ironią.
-Gdzie ona jest?!-wydarłem się na cały budynek chyba. Schowałem twarz w dłoniach a po policzkach pociekły mi łzy.
Po słowach i uśmieszku Jacka doskonale wiedziałem, co ją czeka.
*przepraszam, ze którki ale nie mam zbytnio weny. wiem co dalej będzie i wgl. ale jakoś nie wiem jak ułożyć to w zdania -,-.
Miłego czytania.< 3. Może dacie znać, że czytacie?
+następny rodział, jak znajdzie się pod tą notką conajmniej 5 kom.
Nadal Oczami Justina
No więc chcecie wiedzieć co zobaczyłem w tej piwnicy? Siedem dziewczyn z seksownymi i pięknymi ciałami. Każda siedziała w oddzielnej.. hmm, nie wiem co to było. Takie zamknięcia jak w więzieniu. Kraty a za nimi łóżko. Dziewczyny siedziały okryte jedynie cienkim prześcieradłem. Były brudne i całe we krwi. Same wybrały takie życie, a upojne noce z nami wynagradzały im te codzienne męki. Po co one tutaj były? To chyba proste. Kumple Jacka lubili się zabawić z którąś w weekend. Niektóre były wyprowadzane jak psy, aby coś zjadły i się umyły. Straszne! A wiecie co jest jeszcze gorsze? To ja robiłem im krzywdę najczęściej. Nigdy nie umiałem się opanować. Tym razem było inaczej. Zakochałem się w Selenie i nie miałem zamiaru pieprzyć się z którąś z nich. Co prawda, Selli nie jest aktualnie moją dziewczyną ale nie chcę jej zdradzać.
Podszedłem do dziewczyny, którą po raz pierwszy widziałem. Pewnie nowa.
-Ty jesteś Kate?-zapytałem cicho zrywając jej okrycie. Cicho przytaknęła. Spojrzałem na jej ciało. Brudne, w bliznach i strupach. Zdjąłem swoją koszulkę i podałem ją dziewczynie. Ubrała się i wyszliśmy z tego potwornego miejsca. Szybko pociągnąłem ją do windy i w ciszy dotarliśmy do mojego pokoju.
-Idź się umyć-pokazałem palcem na drzwi od łazienki. Kate posłusznie weszła do pomieszczenia a ja rzuciłem się na łóżko.
Miałem tego wszystkiego dość. Chciałbym uwolnić te dziewczyny, uciec z mafii i prowadzić szczęśliwe życie z Seleną. Do tego wszystkiego jest jeszcze moja kariera. Mam tymczasową przerwę, ale za kilka dni wszystko się zmieni. Znowu będą koncerty, sesje i wywiady.
-Gotowa-usłyszałem cichy głos. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nagą Kate. W jej oczach zauważyłem strach. Wyglądała tak pociągająco, że miałem ochotę się na nią rzucić. Szybko się powstrzymałem i zszedłem z łóżka. Wyjąłem z szafy jakąś bluzkę i spodnie po czym podałem je dziewczynie.
-Ubierz się i siedź cicho-mruknąłem. Zdziwiona wykonała polecenie. Po godzinie odprowadziłem ją na miejsce. Był jeden problem. Była czysta, a to oznaczało, że nic z nią nie robiłem. A przecież miałem inne polecenie.
Niechętnie, z bólem serca przyciągnąłem do siebie tą dziewczynę i z całej siły pociągnąłem za włosy. Następnie poszarpałem ubrania i pociągnąłem za ramie. Otworzyłem kraty i wepchnąłem Kate do środka, przez co wpadła na ścianę.
Wyszedłem z piwnicy i przeszedłem się po hotelu. Nigdzie nie było Seleny. Wszedłem do pokoju Scotta gdzie zobaczyłem uśmiechającego się Jacka.
-Czyżbyś szukał swojej Selenki?-zapytał z ironią.
-Gdzie ona jest?!-wydarłem się na cały budynek chyba. Schowałem twarz w dłoniach a po policzkach pociekły mi łzy.
Po słowach i uśmieszku Jacka doskonale wiedziałem, co ją czeka.
*przepraszam, ze którki ale nie mam zbytnio weny. wiem co dalej będzie i wgl. ale jakoś nie wiem jak ułożyć to w zdania -,-.
Miłego czytania.< 3. Może dacie znać, że czytacie?
+następny rodział, jak znajdzie się pod tą notką conajmniej 5 kom.
Tagi:
13.
12.
Nadal Oczami Justina
Nie wiem co dalej się działo, bo wyszedłem z mieszkania. Chodziłem nerwowo po chodniku i co jakiś czas kopałem kamyki plątające się pod nogami. Po jakimś czasie wyszła Selena z wielkim bananem na ustach. Z czego ona się cieszy?
-Co chciał Jack?-zapytałem obojętnym tonem, gdy już jechaliśmy do domu.
-Wyjaśnił mi co mam robić-uśmiechnęła się jeszcze szerzej, o ile to było możliwe-Nie będzie tak strasznie. Mam robić jakieś duperele i to by było na tyle.
-Czyli co dokładnie?
-Będę taką 'przynętą'. Chyba wiesz o co chodzi, prawda?
-No-powiedziałem trochę nieprzekonany jej słowami i zaparkowałem przed mieszkaniem.
Ze sztucznym uśmieszkiem objąłem Selli i razem weszliśmy do środka. Widok prawie dziesięciu ludzi w salonie trochę mnie zdziwił.
-Cześć-rzuciłem na luzie, ponieważ znałem wszystkich obecnych. Chris, Usher, Scott, Sean, Paul i James. Same znajome twarze. Selena jednak była trochę poddenerwowana choć sprytnie to ukrywała. Jednak ja jestem mistrzem w wyczuwaniu emocji ludzi. Bo że niby nie wiem, co czują w danej sytuacji? Jasne.
-Pakujcie się-powiedział Scotter-Jedziemy do hotelu na tydzień.
-A dlaczego nie możemy zostać tutaj?-zapytałem marszcząc brwi.
-Ponieważ mamy kilka spraw do załatwienia właśnie w tym hotelu. Poza tym musicie zrobić to co wam kazał Jack.
No tak, moje zadanie. Dlaczego właśnie ja to muszę robić? Ile ja mam przez to grzechów, to jest to nie do pomyślenia. Wszedłem do swojego tymczasowego pokoju i spakowałem ciuchy. Pół godziny później siedzieliśmy w samochodzie. Pięć minut ciszy, dziesięć, piętnaście. Dojechaliśmy.
-Justin i Selena, pokoje numer 666 i 667
-Fajnie-uśmiechnąłem się do jakiejś dziewczyny, która wpatrywała się we mnie od jakiegoś czasu i zabrałem kluczyk.
-To co robimy?-mruknąłem całując Selenę w windzie.
-Mam spotkanie za dwadzieścia minut-powiedziała zdenerwowana patrząc w zegarek. Popatrzyłem na nią z głupią miną-No nie patrz się tak. Muszę zbajerować jakiegoś chłopaka.
-Okej-wziąłem swoją walizkę i wszedłem do pokoju numer 666. Byłem w tym hotelu tysiące razy i zawsze dostawałem ten sam pokój. Znałem każdy kącik tego budynku. Często byłem w piwnicy, choć nienawidziłem tego miejsca. Dlaczego? Och, to takie trudne. Tam są straszne rzeczy i w ogóle.
Przebrałem się i zszedłem z powrotem na dół. Wyjąłem z kieszeni instrukcje od Jacka. Po co on marnuje papier na napisanie łatwych zdań? Moja kartka wyglądała tak:
1.Zejdź do piwnicy.
2.Zabierz Kate.
3.Godzina z Kate.
4.Odprowadź poszarpaną Kate na miejsce.
WTF? Kto to jest ta Kate? Znam już Jessicę, Anastazję i cztery inne dziewczyny, ale Kate? Z krzywym uśmieszkiem na twarzy zszedłem do piwnicy. Od razu mnie dreszcze przeszły. Fuuj, ohyda, strasznie, koszmarnie, ughh!
Oczami Seleny
Nie przeraziłam się moim 'zadaniem'. Instrukcje Jacka były proste.
1.Kawa z Jasonem.
2.Bajerowanie Jasona.
3.Sprzedanie towaru.
4.Spokój na resztę dnia
+miłej upojnej nocy z Justinem.
Nie rozumiem, po co to ostatnie zdanie. No ale ok, niech będzie. Weszłam do kawiarni i zobaczyłam w rogu ok. 25-letniego przystojniaka. Aww, jakie ciacho.
-Cześć, jestem Rose-uśmiechnęłam się słodko. Rose, to moje drugie imię, więc wolałam używać właśnie jego. Kto wie, może pozbędę się dzięki temu jakiś kłopotów?
-Miło mi poznać.
Zamówiłam deser kawowy, a Jason cappuccino.
-To co masz dla mnie?-zapytał chłopak upijając łyk napoju.
-A co chcesz?-zapytałam lekko się uśmiechając.
-To co zwykle.
-Załatwione-puściłam mu oczko-Wszystko czeka w twoim samochodzie.
-Dzięki, pa-mruknął i wyszedł z kawiarni.
I to ma być moja 'robota'? Nie wydaje mi się. Jestem prawie pewna, że Jack mnie tylko sprawdza. Przecież po co komu takie banalne spotkania i tak dalej? No po co, kuurwa? Po nic!. Coś tu jest nie tak, ale spokojnie poczekam.
Oczami Justina
Wszędzie było ciemno i jebało krwią. Ściany były podrapane i poobijane. Wszędzie widziałem to, czego nikt nie chciałby zobaczyć.
* a oto następny rozdział. Jednyne co mi się w nim podoba, to zakończenie. Źle się czuję i wgl. więc nie wyszedł. Zresztą.. ja nie jestem pisarzem. To, że piszę od ponad roku, nie oznacza że mam być dobra, nie? : p. Ale mimo wszystko jestem zadowolona z tego co napisałam. Nie łatwo jest coś napisać mając gorączkę. : /
Miłego czytania.< 3 i piszcie szczerze co myślicie. : )
Nadal Oczami Justina
Nie wiem co dalej się działo, bo wyszedłem z mieszkania. Chodziłem nerwowo po chodniku i co jakiś czas kopałem kamyki plątające się pod nogami. Po jakimś czasie wyszła Selena z wielkim bananem na ustach. Z czego ona się cieszy?
-Co chciał Jack?-zapytałem obojętnym tonem, gdy już jechaliśmy do domu.
-Wyjaśnił mi co mam robić-uśmiechnęła się jeszcze szerzej, o ile to było możliwe-Nie będzie tak strasznie. Mam robić jakieś duperele i to by było na tyle.
-Czyli co dokładnie?
-Będę taką 'przynętą'. Chyba wiesz o co chodzi, prawda?
-No-powiedziałem trochę nieprzekonany jej słowami i zaparkowałem przed mieszkaniem.
Ze sztucznym uśmieszkiem objąłem Selli i razem weszliśmy do środka. Widok prawie dziesięciu ludzi w salonie trochę mnie zdziwił.
-Cześć-rzuciłem na luzie, ponieważ znałem wszystkich obecnych. Chris, Usher, Scott, Sean, Paul i James. Same znajome twarze. Selena jednak była trochę poddenerwowana choć sprytnie to ukrywała. Jednak ja jestem mistrzem w wyczuwaniu emocji ludzi. Bo że niby nie wiem, co czują w danej sytuacji? Jasne.
-Pakujcie się-powiedział Scotter-Jedziemy do hotelu na tydzień.
-A dlaczego nie możemy zostać tutaj?-zapytałem marszcząc brwi.
-Ponieważ mamy kilka spraw do załatwienia właśnie w tym hotelu. Poza tym musicie zrobić to co wam kazał Jack.
No tak, moje zadanie. Dlaczego właśnie ja to muszę robić? Ile ja mam przez to grzechów, to jest to nie do pomyślenia. Wszedłem do swojego tymczasowego pokoju i spakowałem ciuchy. Pół godziny później siedzieliśmy w samochodzie. Pięć minut ciszy, dziesięć, piętnaście. Dojechaliśmy.
-Justin i Selena, pokoje numer 666 i 667
-Fajnie-uśmiechnąłem się do jakiejś dziewczyny, która wpatrywała się we mnie od jakiegoś czasu i zabrałem kluczyk.
-To co robimy?-mruknąłem całując Selenę w windzie.
-Mam spotkanie za dwadzieścia minut-powiedziała zdenerwowana patrząc w zegarek. Popatrzyłem na nią z głupią miną-No nie patrz się tak. Muszę zbajerować jakiegoś chłopaka.
-Okej-wziąłem swoją walizkę i wszedłem do pokoju numer 666. Byłem w tym hotelu tysiące razy i zawsze dostawałem ten sam pokój. Znałem każdy kącik tego budynku. Często byłem w piwnicy, choć nienawidziłem tego miejsca. Dlaczego? Och, to takie trudne. Tam są straszne rzeczy i w ogóle.
Przebrałem się i zszedłem z powrotem na dół. Wyjąłem z kieszeni instrukcje od Jacka. Po co on marnuje papier na napisanie łatwych zdań? Moja kartka wyglądała tak:
1.Zejdź do piwnicy.
2.Zabierz Kate.
3.Godzina z Kate.
4.Odprowadź poszarpaną Kate na miejsce.
WTF? Kto to jest ta Kate? Znam już Jessicę, Anastazję i cztery inne dziewczyny, ale Kate? Z krzywym uśmieszkiem na twarzy zszedłem do piwnicy. Od razu mnie dreszcze przeszły. Fuuj, ohyda, strasznie, koszmarnie, ughh!
Oczami Seleny
Nie przeraziłam się moim 'zadaniem'. Instrukcje Jacka były proste.
1.Kawa z Jasonem.
2.Bajerowanie Jasona.
3.Sprzedanie towaru.
4.Spokój na resztę dnia
+miłej upojnej nocy z Justinem.
Nie rozumiem, po co to ostatnie zdanie. No ale ok, niech będzie. Weszłam do kawiarni i zobaczyłam w rogu ok. 25-letniego przystojniaka. Aww, jakie ciacho.
-Cześć, jestem Rose-uśmiechnęłam się słodko. Rose, to moje drugie imię, więc wolałam używać właśnie jego. Kto wie, może pozbędę się dzięki temu jakiś kłopotów?
-Miło mi poznać.
Zamówiłam deser kawowy, a Jason cappuccino.
-To co masz dla mnie?-zapytał chłopak upijając łyk napoju.
-A co chcesz?-zapytałam lekko się uśmiechając.
-To co zwykle.
-Załatwione-puściłam mu oczko-Wszystko czeka w twoim samochodzie.
-Dzięki, pa-mruknął i wyszedł z kawiarni.
I to ma być moja 'robota'? Nie wydaje mi się. Jestem prawie pewna, że Jack mnie tylko sprawdza. Przecież po co komu takie banalne spotkania i tak dalej? No po co, kuurwa? Po nic!. Coś tu jest nie tak, ale spokojnie poczekam.
Oczami Justina
Wszędzie było ciemno i jebało krwią. Ściany były podrapane i poobijane. Wszędzie widziałem to, czego nikt nie chciałby zobaczyć.
* a oto następny rozdział. Jednyne co mi się w nim podoba, to zakończenie. Źle się czuję i wgl. więc nie wyszedł. Zresztą.. ja nie jestem pisarzem. To, że piszę od ponad roku, nie oznacza że mam być dobra, nie? : p. Ale mimo wszystko jestem zadowolona z tego co napisałam. Nie łatwo jest coś napisać mając gorączkę. : /
Miłego czytania.< 3 i piszcie szczerze co myślicie. : )
Tagi:
12.
11.
Rano obudził mnie Justin. Chwila.. rano?! Jasne, dla mnie siódma do jeszcze środek nocy. Jednak bardzo miło powitałam ten dzień. Nie ma to jak buziak od Biebera we własnej sobie.
-Wstawaj śpiochu.
-Jaki znowu śpiochu?-uniosłam jedną brew do góry.
-Oj dobra, nieważne. Ubierz się i zejdź na śniadanie.
I tyle widziałam tego boga. Ruszając się jak ślimak, weszłam do łazienki i wzięłam poranny prysznic. Postanowiłam nałożyć turkusowe rurki i szarą bluzę z jakimś potworkiem. Zawiązałam włosy w luźnego koka i zeszłam do kuchni.
-Co na śniadanie?-zapytałam ziewając.
-Kanapki z serem i pomidorem-powiedział Justin. Zjadłam kilka i popiłam malinową herbatą.
-Po co obudziłeś mnie tak wcześnie?zapytałam w końcu. Chłopak nie odpowiedział. Włożył naczynia do zmywarki i poprosił abym weszła z nim do salonu. Usiadłam na kanapie ale Justin się skrzywił. Posadził mnie sobie na kolanach i wpił się w moje usta. Zdziwiłam się trochę, ale postanowiłam na chwilę zapomnieć o wszystkim i cieszyłam się tą magiczną chwilą.
-A teraz powiedz o co chodzi-mruknęłam patrząc w jego brązowe oczy.
-Godzinę temu dzwonił Jack. -powiedział cicho po czym spuścił wzrok-Masz jechać do niego, gdzie przejdziesz jakieś tam testy. Nie mam pojęcia o co mu chodzi, ponieważ nikt z nas tego nie miał.
-Będziesz tam ze mną?-zapytałam cicho, starając się opanować emocje.
-Tak, przecież ktoś musi Cie zawieźć-oznajmił po czym blado się uśmiechnął. Wstał i wyszliśmy z mieszkania.
Piętnaście minut później byliśmy na miejscu.
-Selena, skarbie, chodź tu do mnie-powiedział zadowolony Jack. Niepewne wypełniłam jego 'rozkaz'. Przyciągnął mnie do siebie i podniósł moją głowę tak, abym popatrzyła w jego oczy pełne nienawiści i dziwnego rozbawienia. Kątem oka zauważyłam, że Justin zaciska ręce w pięści-Będzie fajnie.
Złapał mnie za ramię i pociągnął do salonu. Usiadłam na kanapie i cierpliwie czekałam na to co powie.
-Justin, bądź tak miły i przynieś mi swoją broń oraz tą torbę z kuchni. Leży na stole.
Nie zdążyłam mrugnąć, a chłopaka już nie było. Po jakimś czasie wrócił z potrzebnymi rzeczami. Jack wyjął z walizki jakieś szmatki i mi je podał.
-Przebież się w to-wskazał palcem łazienkę i cicho się zaśmiał. Posłusznie weszłam do środka i obejrzałam ciuchy. Była to czarna bielizna i tego samego koloru poszarpana koszulka z dziurami. O co temu człowiekowi chodzi?!
Gdy się przebrałam, niechętnie wróciłam do salonu. Jednak zanim to zrobiłam, postarałam się o pewną siebie minę. I z takim wyrazem twarzy wyszłam.
-Jak wyglądam?-zapytałam okręcając się wokół własnej osi. Może wziąć to wszystko za jakiś głupi żart i dobrą zabawę?
-Ślicznie-warknął Jack. Justin siedział z otwartymi ustami i patrzył na swojego ojca jak na idiotę.
-Jack, czy możemy porozmawiać?-zapytał niepewnie.
-Oczywiście. Sel poczekaj tutaj na nas-oznajmił Jack i wyszli.
Oczami Justina
Weszliśmy do kuchni gdzie oparłem się o ścianę.
-Możesz mi powiedzieć, jakie masz plany co do mojej Selli?
-Jeszcze się nie domyśliłeś?-mój 'ojciec' zaśmiał się z ironią-Nie tak Cie wychowałem.
-Ty mnie nie wychowywałeś. Z tego co pamiętam, porzuciłeś mnie i moją matkę gdy byłem mały. Ty myślisz, że w taki sposób mnie czegoś nauczyłeś?
-No dobrze, zdradzę Ci moje plany. Może nie wszystkie, ale ich część-uśmiechnął się złośliwie (jest taki uśmiech wgl.?)-Najpierw zabawimy się z twoją panną. Zapewne jest dobra w łóżku, prawda?
-To nie twoja sprawa-warknąłem zgrzytając zębami.
-Chyba jednak moja. Chcesz, aby twoja dziewczyna dowiedziała się co robiłeś kilka tygodni temu?
-Chyba mi tego nie zrobisz?-szepnąłem z przerażeniem w oczach. Jack nic nie powiedział. Wyszedł z pomieszczenia z tym samym uśmiechem co wcześniej.
*trochę krótki i trochę katastrofa ale co taam. dodałam tak na dobranoc. xd. piszcie w komach co myślicie. następny już niedługo. : )
Rano obudził mnie Justin. Chwila.. rano?! Jasne, dla mnie siódma do jeszcze środek nocy. Jednak bardzo miło powitałam ten dzień. Nie ma to jak buziak od Biebera we własnej sobie.
-Wstawaj śpiochu.
-Jaki znowu śpiochu?-uniosłam jedną brew do góry.
-Oj dobra, nieważne. Ubierz się i zejdź na śniadanie.
I tyle widziałam tego boga. Ruszając się jak ślimak, weszłam do łazienki i wzięłam poranny prysznic. Postanowiłam nałożyć turkusowe rurki i szarą bluzę z jakimś potworkiem. Zawiązałam włosy w luźnego koka i zeszłam do kuchni.
-Co na śniadanie?-zapytałam ziewając.
-Kanapki z serem i pomidorem-powiedział Justin. Zjadłam kilka i popiłam malinową herbatą.
-Po co obudziłeś mnie tak wcześnie?zapytałam w końcu. Chłopak nie odpowiedział. Włożył naczynia do zmywarki i poprosił abym weszła z nim do salonu. Usiadłam na kanapie ale Justin się skrzywił. Posadził mnie sobie na kolanach i wpił się w moje usta. Zdziwiłam się trochę, ale postanowiłam na chwilę zapomnieć o wszystkim i cieszyłam się tą magiczną chwilą.
-A teraz powiedz o co chodzi-mruknęłam patrząc w jego brązowe oczy.
-Godzinę temu dzwonił Jack. -powiedział cicho po czym spuścił wzrok-Masz jechać do niego, gdzie przejdziesz jakieś tam testy. Nie mam pojęcia o co mu chodzi, ponieważ nikt z nas tego nie miał.
-Będziesz tam ze mną?-zapytałam cicho, starając się opanować emocje.
-Tak, przecież ktoś musi Cie zawieźć-oznajmił po czym blado się uśmiechnął. Wstał i wyszliśmy z mieszkania.
Piętnaście minut później byliśmy na miejscu.
-Selena, skarbie, chodź tu do mnie-powiedział zadowolony Jack. Niepewne wypełniłam jego 'rozkaz'. Przyciągnął mnie do siebie i podniósł moją głowę tak, abym popatrzyła w jego oczy pełne nienawiści i dziwnego rozbawienia. Kątem oka zauważyłam, że Justin zaciska ręce w pięści-Będzie fajnie.
Złapał mnie za ramię i pociągnął do salonu. Usiadłam na kanapie i cierpliwie czekałam na to co powie.
-Justin, bądź tak miły i przynieś mi swoją broń oraz tą torbę z kuchni. Leży na stole.
Nie zdążyłam mrugnąć, a chłopaka już nie było. Po jakimś czasie wrócił z potrzebnymi rzeczami. Jack wyjął z walizki jakieś szmatki i mi je podał.
-Przebież się w to-wskazał palcem łazienkę i cicho się zaśmiał. Posłusznie weszłam do środka i obejrzałam ciuchy. Była to czarna bielizna i tego samego koloru poszarpana koszulka z dziurami. O co temu człowiekowi chodzi?!
Gdy się przebrałam, niechętnie wróciłam do salonu. Jednak zanim to zrobiłam, postarałam się o pewną siebie minę. I z takim wyrazem twarzy wyszłam.
-Jak wyglądam?-zapytałam okręcając się wokół własnej osi. Może wziąć to wszystko za jakiś głupi żart i dobrą zabawę?
-Ślicznie-warknął Jack. Justin siedział z otwartymi ustami i patrzył na swojego ojca jak na idiotę.
-Jack, czy możemy porozmawiać?-zapytał niepewnie.
-Oczywiście. Sel poczekaj tutaj na nas-oznajmił Jack i wyszli.
Oczami Justina
Weszliśmy do kuchni gdzie oparłem się o ścianę.
-Możesz mi powiedzieć, jakie masz plany co do mojej Selli?
-Jeszcze się nie domyśliłeś?-mój 'ojciec' zaśmiał się z ironią-Nie tak Cie wychowałem.
-Ty mnie nie wychowywałeś. Z tego co pamiętam, porzuciłeś mnie i moją matkę gdy byłem mały. Ty myślisz, że w taki sposób mnie czegoś nauczyłeś?
-No dobrze, zdradzę Ci moje plany. Może nie wszystkie, ale ich część-uśmiechnął się złośliwie (jest taki uśmiech wgl.?)-Najpierw zabawimy się z twoją panną. Zapewne jest dobra w łóżku, prawda?
-To nie twoja sprawa-warknąłem zgrzytając zębami.
-Chyba jednak moja. Chcesz, aby twoja dziewczyna dowiedziała się co robiłeś kilka tygodni temu?
-Chyba mi tego nie zrobisz?-szepnąłem z przerażeniem w oczach. Jack nic nie powiedział. Wyszedł z pomieszczenia z tym samym uśmiechem co wcześniej.
*trochę krótki i trochę katastrofa ale co taam. dodałam tak na dobranoc. xd. piszcie w komach co myślicie. następny już niedługo. : )
Tagi:
11.
10.
...i poszłam po jeszcze jednego drinka.
Impreza minęłam bez żadnych 'niespodzianek'. Justin był trochę upity, więc zostawiliśmy samochód na parkingu i zadzwoniliśmy po taksówkę. Zadziwiające, że byliśmy w normalnym stanie, choć przepiliśmy najwięcej z całego towarzystwa.
Gdy weszłam do domu, od razu rzuciłam się na łóżko a po chwili już spałam.
Obudziłam się około dwunastej po południu. No tak, nie ma to jak spanie do południa. W piżamie zeszłam na śniadanio-obiad. W kuchni zastałam Justina.
-Cześć-mruknęłam wyjmując z lodówki jogurt.
-Hej. Jak tam po imprezie?
-Dobrze-nasypałam płatek do jogurtu i szybko Go zjadłam.
-No dobrze, idź się ubrać i jedziemy do Jacka-no pięknie, dzisiaj spotkanie z Nimi. Można to w ogóle nazwać spotkaniem?
-Okej. Ale w co mam się ubrać?-zrobiłam głupią minę na co chłopak się zaśmiał.
-Ubierz się normalnie ale seksownie. Wtedy na pewno spodobasz się Jackowi, a to jest bardzo ważne.
Już bez słowa wróciłam do pokoju i grzebałam w ciuchach. Znalazłam w szafie białą sukieneczkę na ramiączkach z falbankami. Była bardzo króciutka. Na wierzch założyłam skórzaną kamizelkę a na nogi czarne szpilki.
-Gotowa-oznajmiłam schodząc na dół.
-To jedziemy. Scott jest już na miejscu-zamknęłam mieszkanie na klucz i odjechaliśmy. Nie minęło pięć minut a Bieber zatrzymał się na poboczu.
-Nie mogę tak!-warknął a ja podskoczyłam. Westchnął i popatrzył mi w oczy-Muszę wiedzieć co do mnie czujesz. Kocham cie najbardziej na świecie i chcę wiedzieć co o tym myślisz. Teraz czeka nas naprawdę trudne życie i wiele kłopotów, a musimy przeżyć. Razem damy radę.
-Justin ja..-okej w tym momencie wiedziałam, że muszę mu powiedzieć prawdę. Spędziłam z nim naprawdę mało czasu, ale wiem że też do niego coś czuję-Ja też Cie kocham.
Justin uśmiechnął się i pocałował mnie w usta. Zadowolony z moich słów ruszył w dalszą drogę.
Zatrzymaliśmy się przed ogromną willą. Widać było, że mieszkają tu naprawdę nadziani ludzie. Justin zatrzymał samochód na chodniku po czym wyszedł i otworzył mi drzwi. Przy budynku stało jeszcze pięć innych samochodów. Chłopak objął mnie w talii a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Weszliśmy do środka i weszliśmy do salonu. Nie było tam okien a w rogach stały lampy. Na środku były kanapy i fotele zapełnione ludźmi. Na jednej z nich siedział Scott, Usher i ..Chris Brown?!. Po drugiej stronie Jack i dwóch innych facetów otoczonych trzema dziewczynami w skąpych strojach. W fotelach siedziało jeszcze trzech mężczyzn w okularach i garniturach.
-Justin-ucieszył się Jack-Selena, chodźcie tutaj
Usiedliśmy obok trzymając się za ręce. W takiej sytuacji powinnam się bać, ponieważ zauważyłam, że każdy z nich ma pistolet w dłoni. Jednak w ogóle się nie bałam tylko siedziałam spokojnie z grobową miną.
-Uśmiechnij się do nas-zwrócił się do mnie jeden z nich. Wykonałam jego prośbę czy tam rozkaz na co wszyscy się zaśmiali.
-No dobrze skończcie z tym wszystkim-oznajmił rozdrażniony Jack-Witaj i nas, Seleno. Przejdziemy do konkretów. Nikomu nic nie możesz mówić, od dzisiaj my jesteśmy twoimi przyjaciółmi. Resztę zapewne wytłumaczył Ci Justin lub Scotter, prawda?
-Tak-mruknęłam cicho patrząc w ciemny punkt-Będę dostawała zadania i mam je wykonywać. O wszystkim będzie mnie informował Justin. Tak mi powiedziano.
-Mądra dziewczynka-Jack podszedł do mnie i wyjął nóż. Popatrzyłam na niego z wielkimi oczami a Justin niespokojnie się poruszył.
-Czy to jest konieczne?-zapytał cicho. Zauważyłam, że wszyscy są niespokojni. Tylko ja i Jack zachowaliśmy spokój.
-Tak, Justin. Przecież wiesz, że w taki sposób ją przyjmiemy-chłopak siedzący obok mnie cicho jęknął i odsunął się ode mnie po czym zakrył dłonią twarz. Nadal byłam spokojna ale tylko na zewnątrz. W środku krzyczałam ze strachu i okropnie się bałam.
-Tylko troszkę poboli-zaśmiał się Jack i brutalnie złapał mnie za ramie, przez co byłam zmuszona wstać. Poczułam zimny nóż na ramieniu które po chwili było rozcięte. Popatrzyłam na krew spływającą po dłoni i kapiącą na dywan. Nie krzyczałam, nie płakałam, nie zemdlałam. Po prostu patrzyłam na wielkie rozcięcie na całym ramieniu.
-Teraz jesteś jedną z nas-powiedział jeden z nich. Nawet nie wiem kto. Rozejrzałam się wokół. Wszyscy patrzyli na mnie zdziwieni.
- Jesteś spokojna-mruknął Jack z fascynacją w oczach-W takim razie przydasz nam się do czego innego. Jutro dostaniesz pierwsze zadanie.
-Dobrze.
Jack mnie puścił i wyszedł razem z innymi. W salonie został tylko Scott i Justin.
-Jak ci się udało zachować spokój? Każdy z nas to przeszedł. Czuliśmy okropny ból i zdarzało nam się krzyknąć. Jack robi bardzo głębokie rany, aby trudno się zagajały. Znamy tylko jedną osobę, która zachowywała się tak jak ty-Scott popatrzył na mnie podejrzanie po czym powiedział głosem jak w jakimś horrorze-Był nim Jack i dlatego jest naszym przywódcą. Oznaczać to może, że jesteś mu równa i będzie chciał to sprawdzić. Do tej pory wiedzieliśmy jakie ma plany dla Ciebie a teraz nikt tego nie wie.
Nic nie powiedziałam. Zamknęłam oczy i skupiłam się na tym, aby w miarę równo oddychać. Justin przyniósł jakiś materiał i owinął nim moje ramię.
-Trzeba to opatrzyć i zawiązać aby krwawienie ustąpiło-oznajmił i pociągnął mnie do auta. Całą drogę siedziałam cicho. Byłam w szoku, bałam się Jacka. Nikt o tym nie wiedział. Co teraz mnie czeka? Czy będzie jeszcze gorzej? I dlaczego nie czuję bólu?
Weszliśmy do kuchni, gdzie Justin znalazł apteczkę. Oblał mi ramię wodą utlenioną i wytarł je od zaschniętej krwi. Następnie nałożył opatrunek i zawiązał bandażem.
-Co teraz będzie?-szepnęłam. Chłopak popatrzył mi w oczy i pocałował moje usta. Rozwarłam wargi i oddałam buziaka. Po chwili pocałunek stał się agresywny a ja siedziałam na kuchennym blacie.
-Nie mam pojęcia, ale przejdziemy przez to-szepnął Justin kończąc pieszczoty.
*hahaha, to jakiś koszmar. miałam pomysł i go zepsułam. kompletnie to zniszczyłam. miało wyjść inne ale nie wysżło -,- trudno się mówi. następny rodział będzie jakoś tak we wtorek lub środę. wszystko zależy od tego ile będzie komentarzy : p
...i poszłam po jeszcze jednego drinka.
Impreza minęłam bez żadnych 'niespodzianek'. Justin był trochę upity, więc zostawiliśmy samochód na parkingu i zadzwoniliśmy po taksówkę. Zadziwiające, że byliśmy w normalnym stanie, choć przepiliśmy najwięcej z całego towarzystwa.
Gdy weszłam do domu, od razu rzuciłam się na łóżko a po chwili już spałam.
Obudziłam się około dwunastej po południu. No tak, nie ma to jak spanie do południa. W piżamie zeszłam na śniadanio-obiad. W kuchni zastałam Justina.
-Cześć-mruknęłam wyjmując z lodówki jogurt.
-Hej. Jak tam po imprezie?
-Dobrze-nasypałam płatek do jogurtu i szybko Go zjadłam.
-No dobrze, idź się ubrać i jedziemy do Jacka-no pięknie, dzisiaj spotkanie z Nimi. Można to w ogóle nazwać spotkaniem?
-Okej. Ale w co mam się ubrać?-zrobiłam głupią minę na co chłopak się zaśmiał.
-Ubierz się normalnie ale seksownie. Wtedy na pewno spodobasz się Jackowi, a to jest bardzo ważne.
Już bez słowa wróciłam do pokoju i grzebałam w ciuchach. Znalazłam w szafie białą sukieneczkę na ramiączkach z falbankami. Była bardzo króciutka. Na wierzch założyłam skórzaną kamizelkę a na nogi czarne szpilki.
-Gotowa-oznajmiłam schodząc na dół.
-To jedziemy. Scott jest już na miejscu-zamknęłam mieszkanie na klucz i odjechaliśmy. Nie minęło pięć minut a Bieber zatrzymał się na poboczu.
-Nie mogę tak!-warknął a ja podskoczyłam. Westchnął i popatrzył mi w oczy-Muszę wiedzieć co do mnie czujesz. Kocham cie najbardziej na świecie i chcę wiedzieć co o tym myślisz. Teraz czeka nas naprawdę trudne życie i wiele kłopotów, a musimy przeżyć. Razem damy radę.
-Justin ja..-okej w tym momencie wiedziałam, że muszę mu powiedzieć prawdę. Spędziłam z nim naprawdę mało czasu, ale wiem że też do niego coś czuję-Ja też Cie kocham.
Justin uśmiechnął się i pocałował mnie w usta. Zadowolony z moich słów ruszył w dalszą drogę.
Zatrzymaliśmy się przed ogromną willą. Widać było, że mieszkają tu naprawdę nadziani ludzie. Justin zatrzymał samochód na chodniku po czym wyszedł i otworzył mi drzwi. Przy budynku stało jeszcze pięć innych samochodów. Chłopak objął mnie w talii a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
Weszliśmy do środka i weszliśmy do salonu. Nie było tam okien a w rogach stały lampy. Na środku były kanapy i fotele zapełnione ludźmi. Na jednej z nich siedział Scott, Usher i ..Chris Brown?!. Po drugiej stronie Jack i dwóch innych facetów otoczonych trzema dziewczynami w skąpych strojach. W fotelach siedziało jeszcze trzech mężczyzn w okularach i garniturach.
-Justin-ucieszył się Jack-Selena, chodźcie tutaj
Usiedliśmy obok trzymając się za ręce. W takiej sytuacji powinnam się bać, ponieważ zauważyłam, że każdy z nich ma pistolet w dłoni. Jednak w ogóle się nie bałam tylko siedziałam spokojnie z grobową miną.
-Uśmiechnij się do nas-zwrócił się do mnie jeden z nich. Wykonałam jego prośbę czy tam rozkaz na co wszyscy się zaśmiali.
-No dobrze skończcie z tym wszystkim-oznajmił rozdrażniony Jack-Witaj i nas, Seleno. Przejdziemy do konkretów. Nikomu nic nie możesz mówić, od dzisiaj my jesteśmy twoimi przyjaciółmi. Resztę zapewne wytłumaczył Ci Justin lub Scotter, prawda?
-Tak-mruknęłam cicho patrząc w ciemny punkt-Będę dostawała zadania i mam je wykonywać. O wszystkim będzie mnie informował Justin. Tak mi powiedziano.
-Mądra dziewczynka-Jack podszedł do mnie i wyjął nóż. Popatrzyłam na niego z wielkimi oczami a Justin niespokojnie się poruszył.
-Czy to jest konieczne?-zapytał cicho. Zauważyłam, że wszyscy są niespokojni. Tylko ja i Jack zachowaliśmy spokój.
-Tak, Justin. Przecież wiesz, że w taki sposób ją przyjmiemy-chłopak siedzący obok mnie cicho jęknął i odsunął się ode mnie po czym zakrył dłonią twarz. Nadal byłam spokojna ale tylko na zewnątrz. W środku krzyczałam ze strachu i okropnie się bałam.
-Tylko troszkę poboli-zaśmiał się Jack i brutalnie złapał mnie za ramie, przez co byłam zmuszona wstać. Poczułam zimny nóż na ramieniu które po chwili było rozcięte. Popatrzyłam na krew spływającą po dłoni i kapiącą na dywan. Nie krzyczałam, nie płakałam, nie zemdlałam. Po prostu patrzyłam na wielkie rozcięcie na całym ramieniu.
-Teraz jesteś jedną z nas-powiedział jeden z nich. Nawet nie wiem kto. Rozejrzałam się wokół. Wszyscy patrzyli na mnie zdziwieni.
- Jesteś spokojna-mruknął Jack z fascynacją w oczach-W takim razie przydasz nam się do czego innego. Jutro dostaniesz pierwsze zadanie.
-Dobrze.
Jack mnie puścił i wyszedł razem z innymi. W salonie został tylko Scott i Justin.
-Jak ci się udało zachować spokój? Każdy z nas to przeszedł. Czuliśmy okropny ból i zdarzało nam się krzyknąć. Jack robi bardzo głębokie rany, aby trudno się zagajały. Znamy tylko jedną osobę, która zachowywała się tak jak ty-Scott popatrzył na mnie podejrzanie po czym powiedział głosem jak w jakimś horrorze-Był nim Jack i dlatego jest naszym przywódcą. Oznaczać to może, że jesteś mu równa i będzie chciał to sprawdzić. Do tej pory wiedzieliśmy jakie ma plany dla Ciebie a teraz nikt tego nie wie.
Nic nie powiedziałam. Zamknęłam oczy i skupiłam się na tym, aby w miarę równo oddychać. Justin przyniósł jakiś materiał i owinął nim moje ramię.
-Trzeba to opatrzyć i zawiązać aby krwawienie ustąpiło-oznajmił i pociągnął mnie do auta. Całą drogę siedziałam cicho. Byłam w szoku, bałam się Jacka. Nikt o tym nie wiedział. Co teraz mnie czeka? Czy będzie jeszcze gorzej? I dlaczego nie czuję bólu?
Weszliśmy do kuchni, gdzie Justin znalazł apteczkę. Oblał mi ramię wodą utlenioną i wytarł je od zaschniętej krwi. Następnie nałożył opatrunek i zawiązał bandażem.
-Co teraz będzie?-szepnęłam. Chłopak popatrzył mi w oczy i pocałował moje usta. Rozwarłam wargi i oddałam buziaka. Po chwili pocałunek stał się agresywny a ja siedziałam na kuchennym blacie.
-Nie mam pojęcia, ale przejdziemy przez to-szepnął Justin kończąc pieszczoty.
*hahaha, to jakiś koszmar. miałam pomysł i go zepsułam. kompletnie to zniszczyłam. miało wyjść inne ale nie wysżło -,- trudno się mówi. następny rodział będzie jakoś tak we wtorek lub środę. wszystko zależy od tego ile będzie komentarzy : p
Tagi:
10.
9.
Weszłam do pokoju Justina, bo w końcu Scott kazał mi do niego iść.
-Hej-uśmiechnęłam się do niego lekko i usiadłam na jego łóżku. Justina pokój to tak naprawdę nasz pokój gościnny, ale podobno ma tu spędzić kilka tygodni czy tam miesięcy.
-Co Ci jest?-zapytał zmartwiony podchodząc do mnie. Zrobiłam zdziwioną minę i najwidoczniej to zauważył, bo pośpieszył z wyjaśnieniami-Jesteś strasznie blada.
-Hmm, dziwne-mruknęłam i podeszłam do dużego lustra. Rzeczywiście wyglądałam jak jakiś trup. To pewnie przez słowa ojca. Na serio trochę się zmartwiłam tym, co mnie czeka.
-Nie mam najlepszych wiadomości-powiedział Biebs przytulając mnie od tyłu.
-Co masz na myśli?
-No, wieczorem szykuje się impreza. Będziemy pilnować, żeby wszystko poszło tak jak w planie. Jutro natomiast przedstawimy cie reszcie ludzi i pewnie dostaniesz jakieś zadanie.
-A będę je wykonywać sama?-zapytałam cicho, na co on się skrzywił i szybko pocałował mnie w usta, unikając odpowiedzi. Czy jednak będzie źle? Boże, dziewczyno opanuj się. Jesteś w innym świecie, tak? Tu na pewno będzie gorzej.
Aby urozmaicić sobie popołudnie, zrobiliśmy z Justinem pizzę. Było dużo zabawy, bo co chwilę któreś z nas dostawało mąką w twarz. Jedzenie jednak wyszło i gdy wstawiliśmy je do piekarnika, spojrzałam na Biebsa. Po chwili razem wybuchliśmy śmiechem i podbiegliśmy do lustra. Ja miałam cała twarz w mące, jajko na włosach i sos na bluzce. Justin natomiast miał całe włosy w.. właściwie nie wiem co było. Do tego był cały biały.
-Chodźmy się ogarnąć, zjemy pizzę i jedziemy-oznajmił Bieber nadal cicho się śmiejąc. Posłuchałam Go i po chwili byłam pod prysznicem. Myślałam o różnych głupotach gdy nagle sobie coś przypomniałam. „Czy to koniec ze szkołą?”. No w sumie nie zależy mi na nauce, więc wszystko jedno.
Nałożyłam szeroką koszulkę, która sięgała mi do ud i krótkie spodenki. I tak muszę zaraz się przebrać, więc nie ma różnicy. Zbiegłam po schodach i zauważyłam czystego już Justa, który wyjmował pizzę z piekarnika. Wyglądała przepysznie.
-Mmm-oblizałam usta na sam widok. Chłopak zaśmiał się i nałożyłam nam po dwa kawałki na talerze. Polaliśmy je sosem czosnkowym i zabraliśmy się za pałaszowanie. Po chwili dołączył do nas Scott, który najwidoczniej szedł za zapachem. Zjedliśmy wszystko.
-No dobra mała, idź się szykować, a ja pogadam ze Scottem.
-Okej-powiedziałam niepewnie i poszłam do pokoju
Oczami Justina Biebera (haha, jakbyście nie wiedzieli. xd)
-I jak przyjęła ten fakt?-zapytał Scott po czym westchnął i schował twarz w dłonie-Co ja zrobiłem? Odzyskałem moją jedyną córkę, a teraz wpakowałem ją do mafii pełnej nadzianych idiotów. Ona nie ma pojęcia co ją czeka.
-Przyjęła to ze spokojem-oznajmiłem bez uczuć. Mój głos przypominał maszynę oznajmiającą np. o zakończeniu zadania. A może to głos robota?-Miała styczność z narkotykami i cieszy ją, że będzie miała tego pod dostatkiem. Wydaje mi się, ze ukrywa wszystko za maską, którą niepostrzeżenie stworzyła. Ale tylko tylko przypuszczenia. Taka moja wyobraźnia.
-Chroń jej, proszę-szepnął Scott i położył swoją dłoń na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się do niego i w tym samym czasie do pomieszczenia weszła moja księżniczka.
Dziewczyna miała na sobie czerwoną sukienkę bez ramiączek, sięgającą za pupę. Na nogach lśniły srebrne szpilki. Tak, ja Justin, facet, który powinien zwracać uwagę na cycki, patrzy na strój najładniejszej dziewczyny pod księżycem. (xd). Taka moja natura.
-Jesteś piękna-szepnąłem jej do ucha i pocałowałem ją w szyję-Idziemy.
Wsiedliśmy do mojego ferrari i pojechaliśmy na imprezę. Sam nie wiem co mamy tam robić. Siedzieć, pić, pilnować. Ale czego lub kogo pilnować? W „instrukcji” od Jacka pisało, żebym wypróbował Selenę. Tss, ciekawe w jaki sposób.
-To tutaj-stanąłem przed ogromnym budynkiem i weszliśmy do środka. Było to jedno, wielkie pomieszczenie z barem przy jednej ścianie i kanapami po drugiej. Na środku można było tańczyć. Oczywiście było tu wiele niepełnoletnich osób. Była też Rihanna, Chris Brown i Miley Cyrus, ale to wiedziałem tylko ja. I właśnie tych osób miałem pilnować. Zamówiliśmy jakieś małe drinki na początek i usiedliśmy na bardzo niewygodnej kanapie.
-To co robimy?-zapytała Selli rozglądając się na wszystkich stronach.
-Chcesz zrobić próbne zadanie?-zaproponowałem. Sel ochoczo potrząsnęła głową. Westchnąłem cicho i pokazałem jej jakiegoś chłopaka stojącego kilka kroków dalej. Na oko miał piętnaście lat-Namówisz go na narkotyki ale dyskretnie. Musisz zrobić wszystko, aby go przekonać do kupna.
-Okej-powiedziała bez zastanowienia. Niechętnie podałem jej woreczek z trunkiem i puściłem jej dłoń, którą dotąd trzymałem w żelaznym uścisku.
Oczami Seleny Brown(oł jesss)
Co myślałam o tym „zadaniu”? Głupie, nudne, bezużyteczne. Ściskając w dłoni woreczek podeszłam do chłopaka i tajemniczo się uśmiechnęłam.
-Cześć-powiedziała zalotnie. Chłopak uśmiechnął się do mnie u już wiedziałam, że zrobi dla mnie wszystko-Mam dla Ciebie propozycję.
-No więc słucham-mruknął wpatrując się w mój biust. Faceci -,-
Wzięłam go za rękę i pociągnęłam w ciemny kąt. Popchnęłam go na ścianę i przybliżyłam swoje usta do jego ucha.
-Co ty na to, aby znaleźć się w bajce? Taki kolorowy, świetny świat-machnęłam mu przed oczami torebeczką na co się tylko uśmiechnął. Wyjął z kieszeni kilka banknotów. Szybko je przeliczyłam. Było tam ze 2000$. Zaśmiałam się cicho i podałam mu ten malutki „towar”.
-Jak mi poszło?-zapytałam podchodząc do Justina.
-Genialnie. Jack będzie z Ciebie dumny-chciałam mu podać pieniądze ale popatrzył na mnie jak na idiotkę-Ty zarobiłaś, więc są twoje.
-Och, dzięki-włożyłam kasę do torebki-Co teraz?
-Oj, jeszcze mało wrażeń jak na dziś?-zaśmiał się.-Możemy tańczyć, pić i tak dalej. Ale nie wyjść. Muszę pilnować, aby nie wyszło na jaw, że sprzedajemy nielegalny towar.
-A kto tutaj sprzedaje?
-Większość. Ale są też osoby, które nie mają o tym pojęcia. Jak się dowiedzą, to nie będzie za dobrze.
-A kim był ten chłopak któremu wciskałam kity?
-Nie wiem. Pewnie jeden z kupujących.
-No tak-zaśmiałam się z własnej głupoty i poszłam po jeszcze jednego drinka....
*koszmarny początek, rozwinięcie i koniec. Tak, wiem to. : ). Nie wiem kiedy następny rozdział. Może byście tak dali znać, że czytacie? Jednyny raz komentarz od każdej osoby, która przeczytała. Nie wymagam tego, poprostu chciałabym wiedzieć kto czyta. No ale mniejsza z tym. < 33
Weszłam do pokoju Justina, bo w końcu Scott kazał mi do niego iść.
-Hej-uśmiechnęłam się do niego lekko i usiadłam na jego łóżku. Justina pokój to tak naprawdę nasz pokój gościnny, ale podobno ma tu spędzić kilka tygodni czy tam miesięcy.
-Co Ci jest?-zapytał zmartwiony podchodząc do mnie. Zrobiłam zdziwioną minę i najwidoczniej to zauważył, bo pośpieszył z wyjaśnieniami-Jesteś strasznie blada.
-Hmm, dziwne-mruknęłam i podeszłam do dużego lustra. Rzeczywiście wyglądałam jak jakiś trup. To pewnie przez słowa ojca. Na serio trochę się zmartwiłam tym, co mnie czeka.
-Nie mam najlepszych wiadomości-powiedział Biebs przytulając mnie od tyłu.
-Co masz na myśli?
-No, wieczorem szykuje się impreza. Będziemy pilnować, żeby wszystko poszło tak jak w planie. Jutro natomiast przedstawimy cie reszcie ludzi i pewnie dostaniesz jakieś zadanie.
-A będę je wykonywać sama?-zapytałam cicho, na co on się skrzywił i szybko pocałował mnie w usta, unikając odpowiedzi. Czy jednak będzie źle? Boże, dziewczyno opanuj się. Jesteś w innym świecie, tak? Tu na pewno będzie gorzej.
Aby urozmaicić sobie popołudnie, zrobiliśmy z Justinem pizzę. Było dużo zabawy, bo co chwilę któreś z nas dostawało mąką w twarz. Jedzenie jednak wyszło i gdy wstawiliśmy je do piekarnika, spojrzałam na Biebsa. Po chwili razem wybuchliśmy śmiechem i podbiegliśmy do lustra. Ja miałam cała twarz w mące, jajko na włosach i sos na bluzce. Justin natomiast miał całe włosy w.. właściwie nie wiem co było. Do tego był cały biały.
-Chodźmy się ogarnąć, zjemy pizzę i jedziemy-oznajmił Bieber nadal cicho się śmiejąc. Posłuchałam Go i po chwili byłam pod prysznicem. Myślałam o różnych głupotach gdy nagle sobie coś przypomniałam. „Czy to koniec ze szkołą?”. No w sumie nie zależy mi na nauce, więc wszystko jedno.
Nałożyłam szeroką koszulkę, która sięgała mi do ud i krótkie spodenki. I tak muszę zaraz się przebrać, więc nie ma różnicy. Zbiegłam po schodach i zauważyłam czystego już Justa, który wyjmował pizzę z piekarnika. Wyglądała przepysznie.
-Mmm-oblizałam usta na sam widok. Chłopak zaśmiał się i nałożyłam nam po dwa kawałki na talerze. Polaliśmy je sosem czosnkowym i zabraliśmy się za pałaszowanie. Po chwili dołączył do nas Scott, który najwidoczniej szedł za zapachem. Zjedliśmy wszystko.
-No dobra mała, idź się szykować, a ja pogadam ze Scottem.
-Okej-powiedziałam niepewnie i poszłam do pokoju
Oczami Justina Biebera (haha, jakbyście nie wiedzieli. xd)
-I jak przyjęła ten fakt?-zapytał Scott po czym westchnął i schował twarz w dłonie-Co ja zrobiłem? Odzyskałem moją jedyną córkę, a teraz wpakowałem ją do mafii pełnej nadzianych idiotów. Ona nie ma pojęcia co ją czeka.
-Przyjęła to ze spokojem-oznajmiłem bez uczuć. Mój głos przypominał maszynę oznajmiającą np. o zakończeniu zadania. A może to głos robota?-Miała styczność z narkotykami i cieszy ją, że będzie miała tego pod dostatkiem. Wydaje mi się, ze ukrywa wszystko za maską, którą niepostrzeżenie stworzyła. Ale tylko tylko przypuszczenia. Taka moja wyobraźnia.
-Chroń jej, proszę-szepnął Scott i położył swoją dłoń na moim ramieniu. Uśmiechnąłem się do niego i w tym samym czasie do pomieszczenia weszła moja księżniczka.
Dziewczyna miała na sobie czerwoną sukienkę bez ramiączek, sięgającą za pupę. Na nogach lśniły srebrne szpilki. Tak, ja Justin, facet, który powinien zwracać uwagę na cycki, patrzy na strój najładniejszej dziewczyny pod księżycem. (xd). Taka moja natura.
-Jesteś piękna-szepnąłem jej do ucha i pocałowałem ją w szyję-Idziemy.
Wsiedliśmy do mojego ferrari i pojechaliśmy na imprezę. Sam nie wiem co mamy tam robić. Siedzieć, pić, pilnować. Ale czego lub kogo pilnować? W „instrukcji” od Jacka pisało, żebym wypróbował Selenę. Tss, ciekawe w jaki sposób.
-To tutaj-stanąłem przed ogromnym budynkiem i weszliśmy do środka. Było to jedno, wielkie pomieszczenie z barem przy jednej ścianie i kanapami po drugiej. Na środku można było tańczyć. Oczywiście było tu wiele niepełnoletnich osób. Była też Rihanna, Chris Brown i Miley Cyrus, ale to wiedziałem tylko ja. I właśnie tych osób miałem pilnować. Zamówiliśmy jakieś małe drinki na początek i usiedliśmy na bardzo niewygodnej kanapie.
-To co robimy?-zapytała Selli rozglądając się na wszystkich stronach.
-Chcesz zrobić próbne zadanie?-zaproponowałem. Sel ochoczo potrząsnęła głową. Westchnąłem cicho i pokazałem jej jakiegoś chłopaka stojącego kilka kroków dalej. Na oko miał piętnaście lat-Namówisz go na narkotyki ale dyskretnie. Musisz zrobić wszystko, aby go przekonać do kupna.
-Okej-powiedziała bez zastanowienia. Niechętnie podałem jej woreczek z trunkiem i puściłem jej dłoń, którą dotąd trzymałem w żelaznym uścisku.
Oczami Seleny Brown(oł jesss)
Co myślałam o tym „zadaniu”? Głupie, nudne, bezużyteczne. Ściskając w dłoni woreczek podeszłam do chłopaka i tajemniczo się uśmiechnęłam.
-Cześć-powiedziała zalotnie. Chłopak uśmiechnął się do mnie u już wiedziałam, że zrobi dla mnie wszystko-Mam dla Ciebie propozycję.
-No więc słucham-mruknął wpatrując się w mój biust. Faceci -,-
Wzięłam go za rękę i pociągnęłam w ciemny kąt. Popchnęłam go na ścianę i przybliżyłam swoje usta do jego ucha.
-Co ty na to, aby znaleźć się w bajce? Taki kolorowy, świetny świat-machnęłam mu przed oczami torebeczką na co się tylko uśmiechnął. Wyjął z kieszeni kilka banknotów. Szybko je przeliczyłam. Było tam ze 2000$. Zaśmiałam się cicho i podałam mu ten malutki „towar”.
-Jak mi poszło?-zapytałam podchodząc do Justina.
-Genialnie. Jack będzie z Ciebie dumny-chciałam mu podać pieniądze ale popatrzył na mnie jak na idiotkę-Ty zarobiłaś, więc są twoje.
-Och, dzięki-włożyłam kasę do torebki-Co teraz?
-Oj, jeszcze mało wrażeń jak na dziś?-zaśmiał się.-Możemy tańczyć, pić i tak dalej. Ale nie wyjść. Muszę pilnować, aby nie wyszło na jaw, że sprzedajemy nielegalny towar.
-A kto tutaj sprzedaje?
-Większość. Ale są też osoby, które nie mają o tym pojęcia. Jak się dowiedzą, to nie będzie za dobrze.
-A kim był ten chłopak któremu wciskałam kity?
-Nie wiem. Pewnie jeden z kupujących.
-No tak-zaśmiałam się z własnej głupoty i poszłam po jeszcze jednego drinka....
*koszmarny początek, rozwinięcie i koniec. Tak, wiem to. : ). Nie wiem kiedy następny rozdział. Może byście tak dali znać, że czytacie? Jednyny raz komentarz od każdej osoby, która przeczytała. Nie wymagam tego, poprostu chciałabym wiedzieć kto czyta. No ale mniejsza z tym. < 33
Tagi:
9.
8.
Nadal oczami Justina
Na miejsce dojechaliśmy w ciszy. Postanowiłem przełożyć rozmowę o uzależnieniach na później. Wjechaliśmy do ciemnego garażu a po chwili zjawiło się obok nas czterech mężczyzn. Pokazałem im dokumenty i kilka papierów od Jacka-szefa mafii. Po chwili władowali towar do bagażnika i mogliśmy spokojnie odjechać.
W Atlancie było mnóstwo klubów, ale wybraliśmy tylko jeden-PowerSex. Nie wiem, dlaczego kazali nam zostać tutaj na noc, no ale jak rozkaz to rozkaz. Zadzwoniłem do Scottera aby przekazać, że wszystko jest okej i razem z Seleną udaliśmy się do jednego z pokoi.
-To co ty myślisz o tym całym gangu, mafii czy jak tam sobie nazywasz?-zapytałem gdy usiedliśmy na ogromnym łóżku z pościelą przesiąkniętą różnymi perfumami.
-Skoro będziemy często bywać w takich klubach, dostawać dragi za darmo i czasami wykonywać jakieś zadania to jest ok-powiedziała dość spokojnie, choć wyczułem w jej głosie troszkę niepokoju.
Po jej słowach prawie miałem łzy w oczach. Już mieliśmy przypadki, gdy Jack „zatrudniał” dziewczyny. Doskonale wiedziałem co może czekać Selenę, ale nie miałem serca aby jej to powiedzieć. Dziewczyna by się załamała i zapewne próbowała się zabić. No bo prędzej czy później to ją czeka. A ja ją kocham i nie mogę nic zrobić. Tak właściwie to mogę, bo przecież ojciec nie pozwoli mi umrzeć, prawda? Tak, chcecie wiedzieć jak to się stało, że jestem w tej całej mafii? No więc mój szanowny ojciec jest szefem. Według niego też mam w tym wszystkim być. Ta jego cała gadanina jest bez sensu ale robię co mi każe, bo mógłby mnie zabić. Tak własnego syna! Ale tak, kogo to obchodzi?
-Jesteś uzależniona?-zapytałem nagle.
-Nie. Mam mocną głowę po matce. Mogę wypić, zapalić i tak dalej nie uzależniając się. Potrafię poczekać kilka miesięcy i w każdej chwili przestać. Ale dlaczego, skoro mi to sprawia frajdę?
Jej odpowiedź zaskoczyła. Ja sam, po kilku latach ledwo się powstrzymuję, ale ona? Jak długo ma z tym styczność? Oczywiście takie zadałem jej pytanie a ta odpowiedź także mnie zdziwiła.
-Tydzień po czternastych urodzinach spróbowałam pierwszy raz. Następnie prawie rok przerwy i znowu.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę o mniej ważnych sprawach. Odpowiadałem na jej pytania z dystansem. Kochałem ją i nie miałem przed nią tajemnic ale akurat w tej sprawie muszę czasami kłamać. Takie życie. Dwudziesty pierwszy wiek.
Oczami Seleny
W kilka minut moje życie zmieniło się o pięćdziesiąt stopni. A dlaczego tylko tyle? Przecież zmieniło się tylko to, że jestem w jakiejś tam mafii prawda? Nie znam konsekwencji, jakie mogę mieć po jakimś czasie, ale Justin mnie przecież kocha i nie da skrzywdzić. Tak mi się wydawało, aż w końcu postanowiłam zapomnieć o pewnych rzeczach i korzystać z życia.
-To co robimy?-zapytałam. Dochodziła już dwudziesta a klub był pełen dziwek, brudnych biznesmenów i tak dalej.
-Zabawmy się-powiedział szeroko się uśmiechając. Zeszliśmy na dół i zamówiliśmy drinki. Nie chciało nam się tańczyć więc usiedliśmy na fotelu. Znaczy się Biebs siedział na fotelu a ja na jego kolanach. Nie spodziewałam się, że ten klub jest taki sławny. Był duży, więc mógł pomieścić mnóstwo osób. Kilka minut po dwudziestej a jest tu ze sto osób? Myślałam, że to jest prawie niemożliwe. Na środku wszyscy tańczyli a po bokach siedziały plasticzki, które lizały się z nadzianymi kasą brzydalami. Raczej były to dziwki, które zatrudniano w klubach. Codziennie wieczorem przespały się z jakimiś ohydami i zarabiały na życie. Ja taka nie będę, bo mam kasę, prawda? Jednak gdyby musiała pracować to chyba właśnie w takim klubie. I tak się puszczałam więc co to za różnica? Och, to życie..
-Czemu jesteś smutna?-zapytał Justin zmartwiony. No tak zapewne od jakiegoś czasu wgl, się nie uśmiechałam. Tak to jest jak się myśli o takich a nie innych rzeczach.
-Nie jestem smutna-uśmiechnęłam się aby mu to pokazać po czym wpiłam się w jego usta. Chłopak zaśmiał się a jego dłonie powędrowały na mój tyłek. Oddawał pocałunek aż w końcu mu odbiło. Faceci!
No więc przechodząc do konkretów, były namiętne i coraz agresywniejsze pocałunki. Biebs był taki napalony, że przez chwilę myślałam, że mi coś zrobi. A zapewne to by bolało.
Oczami Justina
Jutro mnie może obok niej nie być, więc muszę korzystać. Może być tak, że będę musiał zniknąć z jej życia, więc muszę kochać ją jak najmocniej póki mogę. To nie ja kieruję swoim życiem, lecz mój ojciec, manager i kilka innych osób. Biedna matka nie ma o niczym pojęcia. Ale nie mogę jej nic powiedzieć.
Wracając do tego co działo się w klubie. Dostałem „białej gorączki” lub jakiegoś ataku. Nagle poczułem dziwne pożądanie i chciałem z kimś się przespać. Nie ważne, czy z Selli czy kimś innym. Ja, jako dość doświadczony chłopak wiedziałem co zrobić, żeby dziewczynie było dobrze. Nie będę tego opisywał, było tak jak zawsze a nawet lepiej. Mogę zdradzić tyle, że kochałem się z nią bez zabezpieczenia. Dziewczyna chyba nie zauważyła, że nie założyłem gumki. Mniejsza z tym. Zajść w ciążę nie powinna, ale kto to wie? Jeśli tak będzie, to będę miał niezłe kłopoty ale Seleny nie zostawię.
Rano zjedliśmy kilka rogalików, bo było to jedyne dobre jedzenie w tym klubie. Szybko zjadłem i poganiałem dziewczynę. Sam nie wiem czemu, bo przecież mi się nie śpieszyło.
-Jakie plany na dzisiaj?-zapytała gdy jechaliśmy przez miasto.
-Sam nie wiem-mruknąłem skupiając się na drodze. Właściwie nie wiem po co, no ale ok- Jack pewnie coś wymyśli a jak nie to zawsze mogę liczyć na Scotta. Zawsze się znajdzie wywiadzik, sesja lub coś w tym stylu.
-Taa-i jak zwykle znowu cisza. Jakoś nie ma o czym rozmawiać. Nie dziwię się, tyle się ostatnio dzieje, że trudno jest poukładać myśli a co dopiero skleić to wszystko w zdania.
W mieszkaniu czekał na nas Scott. Zabrał dziewczynę do swojego biura a ja udałem się do pokoju.
Oczami Seleny
Ojciec chciał o czymś ze mną porozmawiać. Starając się o spokój usiałam na jednym z jego skórzanych foteli. Biuro ojca było duże i eleganckie. Na środku stało biurko z wypasionym komputerem, głośnikami itd. Przed biurkiem stało pięć foteli a przy ścianach były szafy z różnymi dokumentami.
-Więc o co chodzi?-zapytałam, nieśmiało się uśmiechając.
-Chcę Ci wyjaśnić kilka spraw-westchnął i poprawił koszulę, jakby ze zdenerwowania-Jak wiesz, wstąpiłaś do mafii. Jest to tylko i wyłącznie przeze mnie. Jack powiedział, że nam się przydasz i nawet wiem do czego, ale nie mogę nic zrobić. On w każdej chwili może mnie zabić i to całkowicie legalnie. Sam nie wiem jak to robi, ale to są jego sprawy. Przez najbliższe tygodnie będziesz razem z Justinem. To on będzie Ci mówił co masz robić. No a poza tym gracie parę przed mediami. Nie możesz się już z niczego wycofać i musisz robić co ci każą, bo inaczej grozi ci straszliwe niebezpieczeństwo. Ale nie bój się Jacka i reszty jego wspólników. To też ludzie.
-Okej. A możesz mi powiedzieć, co takiego będę robiła?
-No więc skoro już w tym jesteś, będziesz miała pewne obowiązki. Będą Ci przydzielać różne zadania i sprawy do załatwienia. Nie mogę Ci powiedzieć, ale niebawem się dowiesz. A teraz idź do Justina.
-Okej. To pa-uśmiechnęłam się blado i wyszłam.
Czeka mnie życie pełne wrażeń.
*zrobiłam wszystko, żeby wyszedł jak najlepiej. Nie wiem kiedy następny rodział. A co do was, to może dalibyście znać, że czytacie coo? Jeśli wgl. to ktoś czyta -,-
Nadal oczami Justina
Na miejsce dojechaliśmy w ciszy. Postanowiłem przełożyć rozmowę o uzależnieniach na później. Wjechaliśmy do ciemnego garażu a po chwili zjawiło się obok nas czterech mężczyzn. Pokazałem im dokumenty i kilka papierów od Jacka-szefa mafii. Po chwili władowali towar do bagażnika i mogliśmy spokojnie odjechać.
W Atlancie było mnóstwo klubów, ale wybraliśmy tylko jeden-PowerSex. Nie wiem, dlaczego kazali nam zostać tutaj na noc, no ale jak rozkaz to rozkaz. Zadzwoniłem do Scottera aby przekazać, że wszystko jest okej i razem z Seleną udaliśmy się do jednego z pokoi.
-To co ty myślisz o tym całym gangu, mafii czy jak tam sobie nazywasz?-zapytałem gdy usiedliśmy na ogromnym łóżku z pościelą przesiąkniętą różnymi perfumami.
-Skoro będziemy często bywać w takich klubach, dostawać dragi za darmo i czasami wykonywać jakieś zadania to jest ok-powiedziała dość spokojnie, choć wyczułem w jej głosie troszkę niepokoju.
Po jej słowach prawie miałem łzy w oczach. Już mieliśmy przypadki, gdy Jack „zatrudniał” dziewczyny. Doskonale wiedziałem co może czekać Selenę, ale nie miałem serca aby jej to powiedzieć. Dziewczyna by się załamała i zapewne próbowała się zabić. No bo prędzej czy później to ją czeka. A ja ją kocham i nie mogę nic zrobić. Tak właściwie to mogę, bo przecież ojciec nie pozwoli mi umrzeć, prawda? Tak, chcecie wiedzieć jak to się stało, że jestem w tej całej mafii? No więc mój szanowny ojciec jest szefem. Według niego też mam w tym wszystkim być. Ta jego cała gadanina jest bez sensu ale robię co mi każe, bo mógłby mnie zabić. Tak własnego syna! Ale tak, kogo to obchodzi?
-Jesteś uzależniona?-zapytałem nagle.
-Nie. Mam mocną głowę po matce. Mogę wypić, zapalić i tak dalej nie uzależniając się. Potrafię poczekać kilka miesięcy i w każdej chwili przestać. Ale dlaczego, skoro mi to sprawia frajdę?
Jej odpowiedź zaskoczyła. Ja sam, po kilku latach ledwo się powstrzymuję, ale ona? Jak długo ma z tym styczność? Oczywiście takie zadałem jej pytanie a ta odpowiedź także mnie zdziwiła.
-Tydzień po czternastych urodzinach spróbowałam pierwszy raz. Następnie prawie rok przerwy i znowu.
Porozmawialiśmy jeszcze chwilę o mniej ważnych sprawach. Odpowiadałem na jej pytania z dystansem. Kochałem ją i nie miałem przed nią tajemnic ale akurat w tej sprawie muszę czasami kłamać. Takie życie. Dwudziesty pierwszy wiek.
Oczami Seleny
W kilka minut moje życie zmieniło się o pięćdziesiąt stopni. A dlaczego tylko tyle? Przecież zmieniło się tylko to, że jestem w jakiejś tam mafii prawda? Nie znam konsekwencji, jakie mogę mieć po jakimś czasie, ale Justin mnie przecież kocha i nie da skrzywdzić. Tak mi się wydawało, aż w końcu postanowiłam zapomnieć o pewnych rzeczach i korzystać z życia.
-To co robimy?-zapytałam. Dochodziła już dwudziesta a klub był pełen dziwek, brudnych biznesmenów i tak dalej.
-Zabawmy się-powiedział szeroko się uśmiechając. Zeszliśmy na dół i zamówiliśmy drinki. Nie chciało nam się tańczyć więc usiedliśmy na fotelu. Znaczy się Biebs siedział na fotelu a ja na jego kolanach. Nie spodziewałam się, że ten klub jest taki sławny. Był duży, więc mógł pomieścić mnóstwo osób. Kilka minut po dwudziestej a jest tu ze sto osób? Myślałam, że to jest prawie niemożliwe. Na środku wszyscy tańczyli a po bokach siedziały plasticzki, które lizały się z nadzianymi kasą brzydalami. Raczej były to dziwki, które zatrudniano w klubach. Codziennie wieczorem przespały się z jakimiś ohydami i zarabiały na życie. Ja taka nie będę, bo mam kasę, prawda? Jednak gdyby musiała pracować to chyba właśnie w takim klubie. I tak się puszczałam więc co to za różnica? Och, to życie..
-Czemu jesteś smutna?-zapytał Justin zmartwiony. No tak zapewne od jakiegoś czasu wgl, się nie uśmiechałam. Tak to jest jak się myśli o takich a nie innych rzeczach.
-Nie jestem smutna-uśmiechnęłam się aby mu to pokazać po czym wpiłam się w jego usta. Chłopak zaśmiał się a jego dłonie powędrowały na mój tyłek. Oddawał pocałunek aż w końcu mu odbiło. Faceci!
No więc przechodząc do konkretów, były namiętne i coraz agresywniejsze pocałunki. Biebs był taki napalony, że przez chwilę myślałam, że mi coś zrobi. A zapewne to by bolało.
Oczami Justina
Jutro mnie może obok niej nie być, więc muszę korzystać. Może być tak, że będę musiał zniknąć z jej życia, więc muszę kochać ją jak najmocniej póki mogę. To nie ja kieruję swoim życiem, lecz mój ojciec, manager i kilka innych osób. Biedna matka nie ma o niczym pojęcia. Ale nie mogę jej nic powiedzieć.
Wracając do tego co działo się w klubie. Dostałem „białej gorączki” lub jakiegoś ataku. Nagle poczułem dziwne pożądanie i chciałem z kimś się przespać. Nie ważne, czy z Selli czy kimś innym. Ja, jako dość doświadczony chłopak wiedziałem co zrobić, żeby dziewczynie było dobrze. Nie będę tego opisywał, było tak jak zawsze a nawet lepiej. Mogę zdradzić tyle, że kochałem się z nią bez zabezpieczenia. Dziewczyna chyba nie zauważyła, że nie założyłem gumki. Mniejsza z tym. Zajść w ciążę nie powinna, ale kto to wie? Jeśli tak będzie, to będę miał niezłe kłopoty ale Seleny nie zostawię.
Rano zjedliśmy kilka rogalików, bo było to jedyne dobre jedzenie w tym klubie. Szybko zjadłem i poganiałem dziewczynę. Sam nie wiem czemu, bo przecież mi się nie śpieszyło.
-Jakie plany na dzisiaj?-zapytała gdy jechaliśmy przez miasto.
-Sam nie wiem-mruknąłem skupiając się na drodze. Właściwie nie wiem po co, no ale ok- Jack pewnie coś wymyśli a jak nie to zawsze mogę liczyć na Scotta. Zawsze się znajdzie wywiadzik, sesja lub coś w tym stylu.
-Taa-i jak zwykle znowu cisza. Jakoś nie ma o czym rozmawiać. Nie dziwię się, tyle się ostatnio dzieje, że trudno jest poukładać myśli a co dopiero skleić to wszystko w zdania.
W mieszkaniu czekał na nas Scott. Zabrał dziewczynę do swojego biura a ja udałem się do pokoju.
Oczami Seleny
Ojciec chciał o czymś ze mną porozmawiać. Starając się o spokój usiałam na jednym z jego skórzanych foteli. Biuro ojca było duże i eleganckie. Na środku stało biurko z wypasionym komputerem, głośnikami itd. Przed biurkiem stało pięć foteli a przy ścianach były szafy z różnymi dokumentami.
-Więc o co chodzi?-zapytałam, nieśmiało się uśmiechając.
-Chcę Ci wyjaśnić kilka spraw-westchnął i poprawił koszulę, jakby ze zdenerwowania-Jak wiesz, wstąpiłaś do mafii. Jest to tylko i wyłącznie przeze mnie. Jack powiedział, że nam się przydasz i nawet wiem do czego, ale nie mogę nic zrobić. On w każdej chwili może mnie zabić i to całkowicie legalnie. Sam nie wiem jak to robi, ale to są jego sprawy. Przez najbliższe tygodnie będziesz razem z Justinem. To on będzie Ci mówił co masz robić. No a poza tym gracie parę przed mediami. Nie możesz się już z niczego wycofać i musisz robić co ci każą, bo inaczej grozi ci straszliwe niebezpieczeństwo. Ale nie bój się Jacka i reszty jego wspólników. To też ludzie.
-Okej. A możesz mi powiedzieć, co takiego będę robiła?
-No więc skoro już w tym jesteś, będziesz miała pewne obowiązki. Będą Ci przydzielać różne zadania i sprawy do załatwienia. Nie mogę Ci powiedzieć, ale niebawem się dowiesz. A teraz idź do Justina.
-Okej. To pa-uśmiechnęłam się blado i wyszłam.
Czeka mnie życie pełne wrażeń.
*zrobiłam wszystko, żeby wyszedł jak najlepiej. Nie wiem kiedy następny rodział. A co do was, to może dalibyście znać, że czytacie coo? Jeśli wgl. to ktoś czyta -,-
Tagi:
8.
7.
...-Kocham Cię-szepnął po chwili całując mnie po szyi-A ty mnie kochasz?
-Justin..-popatrzy łam w jego oczy i co zobaczyłam? Smutek, żal, złość. No ale co ja na to poradzę? Nie wiem, czy Go kocham.
-Dobranoc-mruknął wypranym z uczuć głosem, okrył nas kołdrą i po chwili zasnęliśmy wtuleni w siebie.
Oczami Justina
Obudziłem się w nocy. Nie mogłem uwierzyć, że Selena mnie nie kocha.. chyba. Znam ją jakiś tydzień i jestem pewien, że ją kocham. Ale co zrobić? Nadal będę walczył o jej serce. Postaram się, pokażę jej jak mi zależy. Ale czy to dobry pomysł?
Oczami Seleny
Gdy się obudziłam Justina nie było obok. Żałowałam, że nic mu wczoraj nie wyjaśniłam, ale co zrobić?
-Śniadanko-usłyszałam. To Justin wszedł do pokoju z tacą na której były tosty z dżemem i kakao. Przypomniałam sobie, że jestem naga, więc bardziej się okryłam kołdrą na co chłopak się zaśmiał-Nie musisz się przede mną kryć. Jesteś piękna i nie powinnaś się mnie wstydzić.
Nie miałam zamiaru komentować jego słów, więc podziękowałam za śniadanie po czym zabrałam się za pałaszowanie.
-To co będziemy dzisiaj robić?-zapytał Biebs.
-A skąd ja mam wiedzieć?-zdziwiłam się zakładając koszulkę.
-No dobra, to ja coś wymyślę-podszedł do mnie i niespodziewanie musnął moje usta-Idę do swojego pokoju.
Chyba nie zapomnieliście, że Bieber mieszka z nami w domu? Grr, ja i on w jednym mieszkaniu, koszmar! Ubrałam się i zeszłam na dół. W salonie siedział Scott w towarzystwie trzech mężczyzn. Mieli na sobie czarne garnitury i ciemne okulary. Wyglądali jak jacyś szefowie mafii. Tak, ja i ta moja wyobraźnia.
-Dzień dobry-przywitałam się z gośćmi.
-Och, Selena-powiedział trochę zmieszany ojciec-Yyy.. mogłabyś nam tutaj przyprowadzić Justina?
-Jasne-pfy, że co? Mam po niego iść? Stanęłam przy schodach i krzyknęłam ile fabryka dała-Justin!!!!
Nie minęły dwie sekundy a chłopak był na dole. Normalnie jakby się paliło.
-Scott Cię woła. Jest w salonie-pokazałam palcem na pomieszczenie i udałam się do kuchni. Sama nie wiem po co tam weszłam. Z powrotem udałam się do salonu jednak nie weszłam. Stanęłam przy ścianie i słuchałam ich rozmowy. Głupie? Okej, możliwe, ale ważne jest co ja tam usłyszałam.
-Pojedziesz na drugi koniec miasta po towar-powiedział nieznajomy głos, zapewne jeden z tych „goryli”. Na serio byli ogromni, jak goryle : D
-Sam?-zapytał. Jego głos był inny, taki pusty.
-Nie. Zabierzesz..-dalszej części nie usłyszałam bo zauważył mnie ojciec, który właśnie wychodził z salonu. Zrobiło się małe zamieszanie, rozmowa została przerwana i wyprowadzono mnie do mojego pokoju. Ojciec zamknął mnie w nim i powiedział „masz szlaban”. Eee, że co?!
Oczami Justina
Miałem pojechać z kimś po towar. Tylko z kim?
-No dobra, dziewczyny nie ma-powiedział szef tej całej mafii. Czemu ja się w to wplątałem?-Zabierzesz ze sobą Selenę.
-Że co?!-krzyknąłem-A po co ona w tym wszystkim?!
-Skoro jest córką Scottera, to powinna wiedzieć, a poza tym przyda nam się. Więc pojedziecie po towar i zawieziecie go do klubu gdzie zostaniecie na noc.
-A ty się na to zgadzasz?-zapytałem Scottera. Wystarczy, że ja jestem w tym wszystkim. Nie potrzebny im mój aniołek, prawda?
-Przykro mi Justin.
Trochę zdenerwowany odebrałem klucze od mojego managera i poszedłem po dziewczynę. Gdy mnie zobaczyła, była zdziwiona i.. przestraszona?
-Chodź-warknąłem, ponieważ nie opanowałem jeszcze emocji po rozmowie.
-Nigdzie z tobą nie idę.
-Chodź-powtórzyłem. Dziewczyna nadal stała, więc złapałem ją za nadgarstek i pociągnąłem na dół. Po drodze się szarpała i krzyczała ale nikogo to nie obchodziło. Wepchnąłem ją do mojego samochodu a po chwili usiadłem na drugim miejscu.
-Nienawidzę Cię-powiedziała po chwili a ja poczułem ukucie w sercu. Ale tak musiało być. Jest już w to wplątana i trudno się mówi. A Ja przez mafie jestem innym człowiekiem i doskonale to wiem. Mogę zrobić wszystko dla narkotyków. A poza tym jestem już w to nieodwołalnie wplątany. W tym momencie doszedłem do tego, że muszę ją potraktować jak sukę i nie zwracać uwagi na to, że ją kocham.
-Trudno się mówi. Ojciec Cie w to wplątał a ja robię co trzeba-oznajmiłem cały czas patrząc na drogę.
-Więc możesz mnie trochę wtajemniczyć w to wszystko?-zapytała po jakimś czasie.
-No cóż-zrobiłem pauzę, aby obmyślić, co mogę jej powiedzieć-Teraz jesteś w mafii, czy tego chcesz czy nie. Robimy to samo co inne normalne mafie, jeśli można to tak nazwać. Ciebie zapewne wykorzystają jako przynętę czy coś w tym stylu. Sam nią jestem, choć czasami dają mi inne zadania. Poza tym mam dragi za darmo.
-W takim razie to mi się podoba-uśmiechnęła się. Czyżbym miał tutaj narkomankę?
*ten rozdział jest koooszmarny. pisałam na szybko. nie wiem kiedy będzie następny. : )
Tagi:
7.
6.
Na dworze nadal było strasznie. Słuchałam muzyki, a banda facetów nadal zajmowała salon. W pewnym momencie ktoś wszedł do mojego pokoju.
-Obiad-oznajmił ten „ktoś”, a był nim Scott.
Zbiegłam po schodach i usiadłam przy stole. Został już tylko Usher i Bieber. W ciszy zjedliśmy swoje porcje ohydnego spaghetti i rozeszliśmy się do innych pomieszczeń.
Postanowiłam wypróbować salę do tańca. Przebrałam się w krótkie spodenki dresowe i luźną koszulkę po czym weszłam na dość dużą salę. Włączyłam muzykę, rozgrzałam się i zatańczyłam moje własne układy. Kiedyś dniami i nocami uczyłam się kroków aż w końcu sama coś wymyśliłam.
Dwie godziny później wzięłam prysznic i rozłożyłam się na swoim łóżku. Usłyszałam.. śpiew? No dobra, może mi się przesłyszało. W każdym bądź razie nadal słyszałam śpiew. Grr, czyżby Bieberek? Tak, właśnie. Po chwili wszedł do mojego pokoju... nadal śpiewając jakąś zboczoną piosenkę.
-Och, Och, Och-zajęczał gwiazdorek siadając na moim łóżku-Mam na Ciebie ochotę.
-Słuchaj panie Bieber-mruknęłam chcąc to jak najszybciej skończyć-Tamten wieczór był jednorazowy, jasne? Przespałam się z Tobą tak samo jak z wieloma innymi facetami i już. I nie licz na coś jeszcze.
Uśmiech z twarzy „Justinka” zniknął. No co kurwa?! Dlaczego?!
-Ale wiesz-przygryzłam wargę-Zawsze możesz być kilku razowym kochankiem.
Przez jakiś czas było strasznie cicho. Scott już śpi?
-Myślałem, że to coś dla Ciebie znaczyło. Chyba się pomyliłem. Jesteś zwykłą... Nie, nie powiem tego.
Wstał i spojrzał na mnie. Jego śliczne, czekoladowe oczy wyglądały jak szklanki. Nie mogłam pojąć dlaczego. Zanim zdążyłam choć trochę poukładać myśli, Bieber wyszedł z pokoju. Zrobiło mi się Go szkoda. Ale dlaczego? Może darzę Go jakimś uczuciem? Nie, niemożliwe. Czemu to wszystko jest takie trudne? No dlaczego?!
Oczami Justina
Nie mogę uwierzyć, że Ona to powiedziała. Ta noc nic dla niej nie znaczyła? To co ja mam robić? Dobra, Bieber, spokój! Poczekaj do piątku, może wszystko się zmieni. Nie wiem. Ale jedno jest pewne. Będę walczył o Selenę!
Oczami Seleny
Nadszedł dzień rozdana tych całych nagród. Kupiłam na tą okazję sukienkę, ale wcześniej upewniłam się, że zaproszenie chłopaka jest nadal aktualne. Nałożyłam granatową sukienkę na cienkich ramiączkach sięgającą prawie do kolan. Na rękach miałam dużo kolorowych bransoletek. Moje nogi zdobiły srebrne szpilki. Na ramiona założyłam czarny sweterek i byłam gotowa. Zostało pięć minut do wyjazdu, więc zeszłam na dół.
-Może być?-zapytałam zebranych na dole.
-Mam śliczną córkę-zaśmiał się Scotter.
Przyjrzałam się Bieberowi. Rurki, koszulka i bluza. Wszystko czarne oprócz koszulki. Była biała tak samo jak jego buty.
-No dobra-Justin zbliżył się do mnie i objął mnie ramieniem w talii-Uśmiech na twarz i idziemy.
-Oczywiście-warknęłam i wsiadłam za nim do limuzyny.
-Selli, może byśmy się pogodzili?-zapytał-Od ostatniej rozmowy w ogóle się do mnie nie odzywasz.
-Dziwisz się?
-Okej, pogadamy o tym później. Ale postaraj się dobrze bawić. Będziemy pozować razem jak coś. Została jeszcze jedna sprawa-westchnął i zakłopotany spojrzał na Scotta-Twój ojciec chce, żebym powiedział dziennikarzom, że jesteś moją dziewczyną. No wiesz, udawalibyśmy parę przez jakiś czas.
-Zwariowaliście?-uniosłam jedną brew do góry. Pomysł głupi, ale zaciekawił mnie. Można by się tak zabawić kosztem Biebera. Chociaż, czy to na pewno byłoby udawane?
-No więc od dzisiaj jestem twoją dziewczyną na kilka tygodni-mruknęłam i w tym samym czasie samochód się zatrzymał.
Wyszłam zaraz za Justinem. Z wielkim uśmiechem na twarzy z powrotem objął mnie w talii i razem weszliśmy na ten cały czerwony dywan aby robili nam zdjęcia.
-Uśmiechnij się-szepnął mi do ucha. Posłuchałam Go i po chwili pozowaliśmy dziennikarzom. W pewnym momencie poczułam usta Biebsa na moim policzku. Natychmiast pośpieszył z wyjaśnieniami-W końcu jesteśmy parą.
-Okej-zeszliśmy z dywanu i udaliśmy się do sali gdzie zajęliśmy miejsca. Jakaś baba miała z nami przeprowadzić wywiad, a raczej z Justinem.
-Kim jest ta dziewczyna?-zapytała.
-To Selena-uśmiechnął się do mnie. Zrozumiałam, że najpierw wykorzystają wszystko dla rozgłosu a po kilku dniach czy tygodniach Justin powie „jesteśmy parą”.
Zaczęła się cała gala. Ktoś zaśpiewał piosenkę, następnie jakaś nominacja, nagroda i te sprawy. Poznałam Rihannę i Chrisa Browna. Super! A poza tym to nudy. Nie lubię takich imprez. Nadszedł czas na kategorie, w której jest nominowany Justin.
-A nagrodę w kategorii „najseksowniejszy chłopak świata” wygrywa Justin Bieber!-krzyknęła Selena Gomez. Dziwne, że mam tak samo na imię. Ale co tam. Przytuliłam Biebsa a on poszedł po nagrodę.
-Dziękuję wszystkim moim fanom, menagerowi. Usherowi i innym, którzy mi zawsze towarzyszą-powiedział po czym zwrócił swój wzrok na mnie-Ostatnio poznałem bardzo ciekawą osobę. Jest niezwykła i tajemnicza. Mam nadzieję, że między nami będzie coraz lepiej. Jeszcze raz dziękuję i przepraszam.
Po jego słowach miałam łzy w oczach. Chłopak wrócił do mnie wraz ze statuetką i bez słowa pociągnął mnie w stronę wyjścia. Zaprowadził mnie do jednej z łazienek, a ja nie sprzeciwiałam się. Na miejscu zamknął drzwi na klucz i przysunął mnie do ściany. Łapczywie wpił się w moje rozgrzane wargi.
-Sel-jęknął przenosząc pocałunki na szyję-Nie wiem co ty do mnie czujesz, ale ja jestem pewien, że Cię kocham. Nie chcę, aby nasza miłość przed kamerami była udawana, rozumiesz?
Z szeroko otwartymi oczami przyglądałam się chłopakowi mówiącemu te słowa. Na jego policzkach widziałam łzy. Co ja zrobiłam?!
-Justin, nie płacz-szepnęłam, wierzchem dłoni ścierając płynące łzy-Nie wiem dlaczego Cię tak potraktowałam. Przepraszam.
Wtuliłam się w jego ramiona i poczułam jak oplata mnie swoimi ramionami. Twarz schował w moje włosy i staliśmy tak jakieś dziesięć minut. W końcu ogarnęliśmy się trochę i wyszliśmy. Żadne z nas nie miało siły wracać na salę, więc Justin zadzwonił po Kenny'ego i wróciliśmy do domu.
W domu wzięłam prysznic i nałożyłam wygodniejsze ciuchy. Nie wiedziałam co zrobić w związku z Justinem. Jestem pewna, że coś do mnie czuje. Ale czy ja czuję to samo? W moim pokoju i na moim łóżku czekał wyżej wymieniony osobnik.. w samych bokserkach. Gdy mnie zobaczył, powoli do mnie podszedł i wpił się w moje usta. Zaśmiałam się i oddawałam pocałunki. Chłopak rzucił mnie na łóżko a po chwili siedział na mnie okrakiem. Ściągnął moją bluzkę, a ja przypomniałam sobie, że nie założyłam stanika. Justin przyglądał mi się przez chwilę, a gdy zauważył, że się rumienię, głośno się zaśmiał.
Po chwili nasz Bieberek się opanował i zabrał się za konkrety. Zdjął ze mnę resztę ciuchów a ja zręcznie pozbyłam się jego zajebistych bokserek. Po chwili Bieber lekko rozsunął moje uda i spojrzał mi w oczy.
-Mogę?-zapytał nieśmiało. Chciałam tego jak nigdy, więc lekko pokiwałam głową. Chłopak z powrotem całował całe moje ciało, a po chwili niespodziewanie we mnie wszedł, co skomentowałam jęknięciem. Rytmicznie poruszał biodrami całując mnie i pieszcząc biust a ja wbijałam paznokcie w jego plecy. Po kilku minutach opadł obok mnie na poduszki ciężko dysząc.
-Kocham Cię...
*no! zakończyłam tak jak chciałam. nie wiecie co i jak. nie macie pojęcia kto powiedział te magiczne słowa etc. więc next rozdział będzie od tego właśnie momentu a będzie chyba jutro. miłego czytania. : )
Na dworze nadal było strasznie. Słuchałam muzyki, a banda facetów nadal zajmowała salon. W pewnym momencie ktoś wszedł do mojego pokoju.
-Obiad-oznajmił ten „ktoś”, a był nim Scott.
Zbiegłam po schodach i usiadłam przy stole. Został już tylko Usher i Bieber. W ciszy zjedliśmy swoje porcje ohydnego spaghetti i rozeszliśmy się do innych pomieszczeń.
Postanowiłam wypróbować salę do tańca. Przebrałam się w krótkie spodenki dresowe i luźną koszulkę po czym weszłam na dość dużą salę. Włączyłam muzykę, rozgrzałam się i zatańczyłam moje własne układy. Kiedyś dniami i nocami uczyłam się kroków aż w końcu sama coś wymyśliłam.
Dwie godziny później wzięłam prysznic i rozłożyłam się na swoim łóżku. Usłyszałam.. śpiew? No dobra, może mi się przesłyszało. W każdym bądź razie nadal słyszałam śpiew. Grr, czyżby Bieberek? Tak, właśnie. Po chwili wszedł do mojego pokoju... nadal śpiewając jakąś zboczoną piosenkę.
-Och, Och, Och-zajęczał gwiazdorek siadając na moim łóżku-Mam na Ciebie ochotę.
-Słuchaj panie Bieber-mruknęłam chcąc to jak najszybciej skończyć-Tamten wieczór był jednorazowy, jasne? Przespałam się z Tobą tak samo jak z wieloma innymi facetami i już. I nie licz na coś jeszcze.
Uśmiech z twarzy „Justinka” zniknął. No co kurwa?! Dlaczego?!
-Ale wiesz-przygryzłam wargę-Zawsze możesz być kilku razowym kochankiem.
Przez jakiś czas było strasznie cicho. Scott już śpi?
-Myślałem, że to coś dla Ciebie znaczyło. Chyba się pomyliłem. Jesteś zwykłą... Nie, nie powiem tego.
Wstał i spojrzał na mnie. Jego śliczne, czekoladowe oczy wyglądały jak szklanki. Nie mogłam pojąć dlaczego. Zanim zdążyłam choć trochę poukładać myśli, Bieber wyszedł z pokoju. Zrobiło mi się Go szkoda. Ale dlaczego? Może darzę Go jakimś uczuciem? Nie, niemożliwe. Czemu to wszystko jest takie trudne? No dlaczego?!
Oczami Justina
Nie mogę uwierzyć, że Ona to powiedziała. Ta noc nic dla niej nie znaczyła? To co ja mam robić? Dobra, Bieber, spokój! Poczekaj do piątku, może wszystko się zmieni. Nie wiem. Ale jedno jest pewne. Będę walczył o Selenę!
Oczami Seleny
Nadszedł dzień rozdana tych całych nagród. Kupiłam na tą okazję sukienkę, ale wcześniej upewniłam się, że zaproszenie chłopaka jest nadal aktualne. Nałożyłam granatową sukienkę na cienkich ramiączkach sięgającą prawie do kolan. Na rękach miałam dużo kolorowych bransoletek. Moje nogi zdobiły srebrne szpilki. Na ramiona założyłam czarny sweterek i byłam gotowa. Zostało pięć minut do wyjazdu, więc zeszłam na dół.
-Może być?-zapytałam zebranych na dole.
-Mam śliczną córkę-zaśmiał się Scotter.
Przyjrzałam się Bieberowi. Rurki, koszulka i bluza. Wszystko czarne oprócz koszulki. Była biała tak samo jak jego buty.
-No dobra-Justin zbliżył się do mnie i objął mnie ramieniem w talii-Uśmiech na twarz i idziemy.
-Oczywiście-warknęłam i wsiadłam za nim do limuzyny.
-Selli, może byśmy się pogodzili?-zapytał-Od ostatniej rozmowy w ogóle się do mnie nie odzywasz.
-Dziwisz się?
-Okej, pogadamy o tym później. Ale postaraj się dobrze bawić. Będziemy pozować razem jak coś. Została jeszcze jedna sprawa-westchnął i zakłopotany spojrzał na Scotta-Twój ojciec chce, żebym powiedział dziennikarzom, że jesteś moją dziewczyną. No wiesz, udawalibyśmy parę przez jakiś czas.
-Zwariowaliście?-uniosłam jedną brew do góry. Pomysł głupi, ale zaciekawił mnie. Można by się tak zabawić kosztem Biebera. Chociaż, czy to na pewno byłoby udawane?
-No więc od dzisiaj jestem twoją dziewczyną na kilka tygodni-mruknęłam i w tym samym czasie samochód się zatrzymał.
Wyszłam zaraz za Justinem. Z wielkim uśmiechem na twarzy z powrotem objął mnie w talii i razem weszliśmy na ten cały czerwony dywan aby robili nam zdjęcia.
-Uśmiechnij się-szepnął mi do ucha. Posłuchałam Go i po chwili pozowaliśmy dziennikarzom. W pewnym momencie poczułam usta Biebsa na moim policzku. Natychmiast pośpieszył z wyjaśnieniami-W końcu jesteśmy parą.
-Okej-zeszliśmy z dywanu i udaliśmy się do sali gdzie zajęliśmy miejsca. Jakaś baba miała z nami przeprowadzić wywiad, a raczej z Justinem.
-Kim jest ta dziewczyna?-zapytała.
-To Selena-uśmiechnął się do mnie. Zrozumiałam, że najpierw wykorzystają wszystko dla rozgłosu a po kilku dniach czy tygodniach Justin powie „jesteśmy parą”.
Zaczęła się cała gala. Ktoś zaśpiewał piosenkę, następnie jakaś nominacja, nagroda i te sprawy. Poznałam Rihannę i Chrisa Browna. Super! A poza tym to nudy. Nie lubię takich imprez. Nadszedł czas na kategorie, w której jest nominowany Justin.
-A nagrodę w kategorii „najseksowniejszy chłopak świata” wygrywa Justin Bieber!-krzyknęła Selena Gomez. Dziwne, że mam tak samo na imię. Ale co tam. Przytuliłam Biebsa a on poszedł po nagrodę.
-Dziękuję wszystkim moim fanom, menagerowi. Usherowi i innym, którzy mi zawsze towarzyszą-powiedział po czym zwrócił swój wzrok na mnie-Ostatnio poznałem bardzo ciekawą osobę. Jest niezwykła i tajemnicza. Mam nadzieję, że między nami będzie coraz lepiej. Jeszcze raz dziękuję i przepraszam.
Po jego słowach miałam łzy w oczach. Chłopak wrócił do mnie wraz ze statuetką i bez słowa pociągnął mnie w stronę wyjścia. Zaprowadził mnie do jednej z łazienek, a ja nie sprzeciwiałam się. Na miejscu zamknął drzwi na klucz i przysunął mnie do ściany. Łapczywie wpił się w moje rozgrzane wargi.
-Sel-jęknął przenosząc pocałunki na szyję-Nie wiem co ty do mnie czujesz, ale ja jestem pewien, że Cię kocham. Nie chcę, aby nasza miłość przed kamerami była udawana, rozumiesz?
Z szeroko otwartymi oczami przyglądałam się chłopakowi mówiącemu te słowa. Na jego policzkach widziałam łzy. Co ja zrobiłam?!
-Justin, nie płacz-szepnęłam, wierzchem dłoni ścierając płynące łzy-Nie wiem dlaczego Cię tak potraktowałam. Przepraszam.
Wtuliłam się w jego ramiona i poczułam jak oplata mnie swoimi ramionami. Twarz schował w moje włosy i staliśmy tak jakieś dziesięć minut. W końcu ogarnęliśmy się trochę i wyszliśmy. Żadne z nas nie miało siły wracać na salę, więc Justin zadzwonił po Kenny'ego i wróciliśmy do domu.
W domu wzięłam prysznic i nałożyłam wygodniejsze ciuchy. Nie wiedziałam co zrobić w związku z Justinem. Jestem pewna, że coś do mnie czuje. Ale czy ja czuję to samo? W moim pokoju i na moim łóżku czekał wyżej wymieniony osobnik.. w samych bokserkach. Gdy mnie zobaczył, powoli do mnie podszedł i wpił się w moje usta. Zaśmiałam się i oddawałam pocałunki. Chłopak rzucił mnie na łóżko a po chwili siedział na mnie okrakiem. Ściągnął moją bluzkę, a ja przypomniałam sobie, że nie założyłam stanika. Justin przyglądał mi się przez chwilę, a gdy zauważył, że się rumienię, głośno się zaśmiał.
Po chwili nasz Bieberek się opanował i zabrał się za konkrety. Zdjął ze mnę resztę ciuchów a ja zręcznie pozbyłam się jego zajebistych bokserek. Po chwili Bieber lekko rozsunął moje uda i spojrzał mi w oczy.
-Mogę?-zapytał nieśmiało. Chciałam tego jak nigdy, więc lekko pokiwałam głową. Chłopak z powrotem całował całe moje ciało, a po chwili niespodziewanie we mnie wszedł, co skomentowałam jęknięciem. Rytmicznie poruszał biodrami całując mnie i pieszcząc biust a ja wbijałam paznokcie w jego plecy. Po kilku minutach opadł obok mnie na poduszki ciężko dysząc.
-Kocham Cię...
*no! zakończyłam tak jak chciałam. nie wiecie co i jak. nie macie pojęcia kto powiedział te magiczne słowa etc. więc next rozdział będzie od tego właśnie momentu a będzie chyba jutro. miłego czytania. : )
Tagi:
6
5.
oczami Seleny
Dlaczego On mnie zaprosił na to coś a ja się zgodziłam? Przecież ja tam nie pasuję-same gwiazdki i w ogóle. Tak, po tej nocy być może coś do niego czuję, ale nie jestem pewna jego uczuć. A zresztą, znam Go dopiero kilka dni! Ah, no i jest jeszcze jedno „ale”. To jest piosenkarz! Heloł.. Czy życie musi być takie trudne?
-Justin to naprawdę wspaniały chłopak-oznajmił Scott podczas kolacji.
-No to co?-zapytałam obojętnie.
-Nie wiem-puścił mi oczko i się zaśmiał-Od jutra będzie z nami mieszkał ponieważ jego matka Pattie ma kilka ważnych spraw. Nie będzie Ci przeszkadzał, prawda?
Nie no, teraz to mnie zamurowało. Że niby ja i on w jednym mieszkaniu?
-Spoko-mruknęłam opanowując emocje. Wzięłam kilka tostów i pobiegłam do pokoju, gdzie dokończyłam kolację. Następnie przebrałam się w piżamy i poszłam spać.
Rano obudziły mnie jakieś hałasy. W samej piżamie zbiegłam na dół. Normalnie prawie zemdlałam widząc co się dzieje. Scott, Usher, Bieber,Ryan, Chaz i Chris stali w salonie i... pochylali się nad czymś. A skąd tu tyle ludzi o ósmej rano? Chwila, ósmej?! No pięknie, zaspałam do szkoły.
-Ee.. cześć-przywitałam się aby mnie zauważyli-Co się stało?
-Tutaj siedzi mysz-pisnął ojciec. Że co? Podeszłam bliżej i rzeczywiście. Na środku dywanu siedziała sobie malutka, bialutka myszka. I nie uciekła widząc tylu debili? Uch!
-Boicie się tej myszki?-zdziwiłam się. Ukucnęłam i wzięłam ją na ręce, co reszta skomentowała dzikimi piskami. O dziwo mysz się nie bała, lecz ciekawie mi przyglądała.
Znalazłam w kuchni klatkę. Nie wiem co ona tam robiła i nie chcę wiedzieć. Wsadziłam tam małego gryzonia i wróciłam do tej paczki dzikich ludzi-oczywiście nadal w piżamie!
-Dlaczego wasza czwórka nie jest w szkole?-zdziwiłam się. No rozumiem ja zasnęłam, ale oni?
-Ja przyszedłem już o szóstej, bo mama wyjechała-wyjaśnił Justin-A Chris, Chaz i Ryan chcieli po Ciebie zajść ale zebrała się straszna wichura na dworze. Przed chwilą okazało się, że zamknęli szkołę.
Mówiąc to wskazał na okno. Rzeczywiście strasznie wiało i padał deszcz. Dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłam. Bez jakichkolwiek komentarzy wróciłam do swojego pokoju. Wyjęłam rzecz jasna wygodne spodnie od dresu i starą,luźną koszulkę. Tym razem była z podobizną Eminema, więc była porozciągana i popruta. No cóż, nosiłam ją wiele razy. Tak ubrana zeszłam z powrotem na dół. Jedząc śniadanie przyglądałam się tej myszce. Postanowiłam, że skoro się mnie nie boi, to ją zatrzymam. Tylko trzeba jej wymyślić imię. Wzięłam klatkę i zaniosłam do salonu gdzie siedziała cała ferajna. Na widok gryzonia aż poskoczyli.
-Musimy jej albo jemu wymyślić imię-mruknęłam siadając na wolnym fotelu.
-Nazwij go Justin-mruknął Chris-Jest tak samo brzydki.
-Nie, nie, nie. Najlepiej Chris bo zapewne też ma małego.
Tak zaczęła się kłótnia między wszystkimi. A ja siedziałam sobie cicho i zastanawiałam się nad tym imieniem.
-Mam!-krzyknęłam po chwili. W salonie natychmiastowo nastała cisza- Potworek. I Koniec kropka.
-Dobre-pomrukiwali. Po chwili zajęli się graniem na PSP. No pięknie siedmiu facetów grających w głupie gry w salonie to jakiś koszmar. Poszłam na górę biorąc ze sobą potworka. Ciekawe co jeszcze stanie się dzisiejszego dnia...
*no i wracam takim sb. rozdziałem : ). mam pełno pomysłów więc biorę się za pisanie. dzisiaj już nic nie dodam.
oczami Seleny
Dlaczego On mnie zaprosił na to coś a ja się zgodziłam? Przecież ja tam nie pasuję-same gwiazdki i w ogóle. Tak, po tej nocy być może coś do niego czuję, ale nie jestem pewna jego uczuć. A zresztą, znam Go dopiero kilka dni! Ah, no i jest jeszcze jedno „ale”. To jest piosenkarz! Heloł.. Czy życie musi być takie trudne?
-Justin to naprawdę wspaniały chłopak-oznajmił Scott podczas kolacji.
-No to co?-zapytałam obojętnie.
-Nie wiem-puścił mi oczko i się zaśmiał-Od jutra będzie z nami mieszkał ponieważ jego matka Pattie ma kilka ważnych spraw. Nie będzie Ci przeszkadzał, prawda?
Nie no, teraz to mnie zamurowało. Że niby ja i on w jednym mieszkaniu?
-Spoko-mruknęłam opanowując emocje. Wzięłam kilka tostów i pobiegłam do pokoju, gdzie dokończyłam kolację. Następnie przebrałam się w piżamy i poszłam spać.
Rano obudziły mnie jakieś hałasy. W samej piżamie zbiegłam na dół. Normalnie prawie zemdlałam widząc co się dzieje. Scott, Usher, Bieber,Ryan, Chaz i Chris stali w salonie i... pochylali się nad czymś. A skąd tu tyle ludzi o ósmej rano? Chwila, ósmej?! No pięknie, zaspałam do szkoły.
-Ee.. cześć-przywitałam się aby mnie zauważyli-Co się stało?
-Tutaj siedzi mysz-pisnął ojciec. Że co? Podeszłam bliżej i rzeczywiście. Na środku dywanu siedziała sobie malutka, bialutka myszka. I nie uciekła widząc tylu debili? Uch!
-Boicie się tej myszki?-zdziwiłam się. Ukucnęłam i wzięłam ją na ręce, co reszta skomentowała dzikimi piskami. O dziwo mysz się nie bała, lecz ciekawie mi przyglądała.
Znalazłam w kuchni klatkę. Nie wiem co ona tam robiła i nie chcę wiedzieć. Wsadziłam tam małego gryzonia i wróciłam do tej paczki dzikich ludzi-oczywiście nadal w piżamie!
-Dlaczego wasza czwórka nie jest w szkole?-zdziwiłam się. No rozumiem ja zasnęłam, ale oni?
-Ja przyszedłem już o szóstej, bo mama wyjechała-wyjaśnił Justin-A Chris, Chaz i Ryan chcieli po Ciebie zajść ale zebrała się straszna wichura na dworze. Przed chwilą okazało się, że zamknęli szkołę.
Mówiąc to wskazał na okno. Rzeczywiście strasznie wiało i padał deszcz. Dziwne, że wcześniej tego nie zauważyłam. Bez jakichkolwiek komentarzy wróciłam do swojego pokoju. Wyjęłam rzecz jasna wygodne spodnie od dresu i starą,luźną koszulkę. Tym razem była z podobizną Eminema, więc była porozciągana i popruta. No cóż, nosiłam ją wiele razy. Tak ubrana zeszłam z powrotem na dół. Jedząc śniadanie przyglądałam się tej myszce. Postanowiłam, że skoro się mnie nie boi, to ją zatrzymam. Tylko trzeba jej wymyślić imię. Wzięłam klatkę i zaniosłam do salonu gdzie siedziała cała ferajna. Na widok gryzonia aż poskoczyli.
-Musimy jej albo jemu wymyślić imię-mruknęłam siadając na wolnym fotelu.
-Nazwij go Justin-mruknął Chris-Jest tak samo brzydki.
-Nie, nie, nie. Najlepiej Chris bo zapewne też ma małego.
Tak zaczęła się kłótnia między wszystkimi. A ja siedziałam sobie cicho i zastanawiałam się nad tym imieniem.
-Mam!-krzyknęłam po chwili. W salonie natychmiastowo nastała cisza- Potworek. I Koniec kropka.
-Dobre-pomrukiwali. Po chwili zajęli się graniem na PSP. No pięknie siedmiu facetów grających w głupie gry w salonie to jakiś koszmar. Poszłam na górę biorąc ze sobą potworka. Ciekawe co jeszcze stanie się dzisiejszego dnia...
*no i wracam takim sb. rozdziałem : ). mam pełno pomysłów więc biorę się za pisanie. dzisiaj już nic nie dodam.
Tagi:
5.
4.
oczami Justina
Zawiozłem wykończoną dziewczynę do domu i bez słowa pojechałem do siebie. Wieczór był wspaniały i cieszyłem się, że zrobiłem to z Seleną. Od początku coś do niej czułem, ale nigdy jej tego nie powiem. Nie chcę jej wykorzystywać w jakikolwiek sposób. Zresztą życie z taką gwiazdą jak ja nie jest łatwe.Chce tylko aby była szczęśliwa, a odkąd to zrobiliśmy, w ogóle się nie uśmiechała i jakby posmutniała.
-Bieber coś ty zrobił!-krzyknąłem do siebie. Nie powinienem sypiać z nią dwa dni po pierwszym spotkaniu.
Zdenerwowany wszedłem do swojej willi, która znajdowała się kilka domów dalej od chaty Scotta. Jutro czeka mnie szkoła-przeżyję. A wieczorem? Mam taką ochotę pocałować Selli. Ale nie! Nie mogę jej tego zrobić. Choć z drugiej strony, ona chciała to zrobić. Prawda? No kurwa!
Cały w nerwach położyłem się spać. I jak ja pokaże się tej dziewczynie na oczy?
Wstałem nadal w złym humorze. Biorąc prysznic wpadłem na mądry albo głupi pomysł. Sam nie wiem. Może by tak jej pokazać, że choć krótko ją znam to mi zależy? O wiem! Niedługo jest ta gala rozdania nagród. Zaproszę ją! Prawda, że jestem genialny?
Tak, ja genialny Justin Bieber pojechałem bez śniadania do szkoły. W brzuchu mi strasznie burczało, ale byłem pewny, że Chris będzie miał żarcie. Jak wygłodniały lew wybiegłem z samochodu i popychając uczniów stanąłem obok Chrisa.
-Masz coś do jedzenia?-zapytałem robiąc słodkie oczka. Ten tylko westchnął i wcisnął mi do ręki batonika. Wielbię Go, no!
Na przerwie po matematyce spotkałem moją śliczną Selenę. Stała sama przy oknie i trzymała się za brzuch.
-Coś się stało?-szybko do niej podbiegłem.
-Źle się czuję.
-To chodź do domu-objąłem ją ramieniem i wyprowadziłem z budynku. Po chwili jechaliśmy moim autkiem do domu Scotta.
-Siema Scott-przywitałem się z moim managerem a on zrobił wielkie oczy-Selena źle się poczuła więc ją przywiozłem.
-Ech, a ja właśnie miałem wychodzić. Mógłbyś z nią zostać?
-Jasne-odpowiedziałem uradowany. Zaprowadziłem dziewczynę do pokoju a ona położyła się na łóżku.
-Nie musisz zostawać-mruknęła przykrywając się kocem. Zaśmiałem się cicho i położyłem obok. Popatrzyłem w jej śliczne oczy i... znowu miałem ochotę ją pocałować-Justin, co jest między nami?
-Ja..-zająknąłem się. Kurde i co ja jej teraz powiem? No myśl!-Nie wiem. Chyba coś do Ciebie czuję ale nie jestem tego pewien.
-Ja też-lekko się uśmiechnęła i szybko pobiegła do łazienki. Co?! Zdenerwowany pobiegłem za nią. Pochylała się nad kiblem i najwidoczniej zwymiotowała. Ukucnąłem obok i przytrzymałem jej włosy.
-Nie musisz na to patrzeć-szepnęła ale jej nie słuchałem. Po kilku minutach wstała i umyła twarz. Z powrotem usiadła na łóżku a ja wyszedłem z pomieszczenia. W kuchni zrobiłem jej gorącą herbatę i zaniosłem na górę. Uśmiechnęła się dziękując i wypiła napój.
Do wieczora siedziałem razem z nią rozmawiając o głupotach. Specjalnie omijaliśmy temat o wczorajszym wieczorze. Zanim wyszedłem zebrałem się na odwagę.
-Selli-szepnąłem oplatając palcami jej dłoń-Pójdziesz ze mną na galę w piątek? Jest to bardzo ważna uroczystość, a ja nie chcę iść tam sam.
-Chętnie-uśmiechnęła się słodko a ja poczułem ogromną radość. Cmoknąłem ją w policzek i wyszedłem z mieszkania.
*następny rozdział będzie za jakiś tydzień. korzystam z ferii i nie będe nic dodawała. ale mam zamiar powymyślać jakieś akcje, więc następne rozdziały będą dużo lepsze. aj promys. xdd
oczami Justina
Zawiozłem wykończoną dziewczynę do domu i bez słowa pojechałem do siebie. Wieczór był wspaniały i cieszyłem się, że zrobiłem to z Seleną. Od początku coś do niej czułem, ale nigdy jej tego nie powiem. Nie chcę jej wykorzystywać w jakikolwiek sposób. Zresztą życie z taką gwiazdą jak ja nie jest łatwe.Chce tylko aby była szczęśliwa, a odkąd to zrobiliśmy, w ogóle się nie uśmiechała i jakby posmutniała.
-Bieber coś ty zrobił!-krzyknąłem do siebie. Nie powinienem sypiać z nią dwa dni po pierwszym spotkaniu.
Zdenerwowany wszedłem do swojej willi, która znajdowała się kilka domów dalej od chaty Scotta. Jutro czeka mnie szkoła-przeżyję. A wieczorem? Mam taką ochotę pocałować Selli. Ale nie! Nie mogę jej tego zrobić. Choć z drugiej strony, ona chciała to zrobić. Prawda? No kurwa!
Cały w nerwach położyłem się spać. I jak ja pokaże się tej dziewczynie na oczy?
Wstałem nadal w złym humorze. Biorąc prysznic wpadłem na mądry albo głupi pomysł. Sam nie wiem. Może by tak jej pokazać, że choć krótko ją znam to mi zależy? O wiem! Niedługo jest ta gala rozdania nagród. Zaproszę ją! Prawda, że jestem genialny?
Tak, ja genialny Justin Bieber pojechałem bez śniadania do szkoły. W brzuchu mi strasznie burczało, ale byłem pewny, że Chris będzie miał żarcie. Jak wygłodniały lew wybiegłem z samochodu i popychając uczniów stanąłem obok Chrisa.
-Masz coś do jedzenia?-zapytałem robiąc słodkie oczka. Ten tylko westchnął i wcisnął mi do ręki batonika. Wielbię Go, no!
Na przerwie po matematyce spotkałem moją śliczną Selenę. Stała sama przy oknie i trzymała się za brzuch.
-Coś się stało?-szybko do niej podbiegłem.
-Źle się czuję.
-To chodź do domu-objąłem ją ramieniem i wyprowadziłem z budynku. Po chwili jechaliśmy moim autkiem do domu Scotta.
-Siema Scott-przywitałem się z moim managerem a on zrobił wielkie oczy-Selena źle się poczuła więc ją przywiozłem.
-Ech, a ja właśnie miałem wychodzić. Mógłbyś z nią zostać?
-Jasne-odpowiedziałem uradowany. Zaprowadziłem dziewczynę do pokoju a ona położyła się na łóżku.
-Nie musisz zostawać-mruknęła przykrywając się kocem. Zaśmiałem się cicho i położyłem obok. Popatrzyłem w jej śliczne oczy i... znowu miałem ochotę ją pocałować-Justin, co jest między nami?
-Ja..-zająknąłem się. Kurde i co ja jej teraz powiem? No myśl!-Nie wiem. Chyba coś do Ciebie czuję ale nie jestem tego pewien.
-Ja też-lekko się uśmiechnęła i szybko pobiegła do łazienki. Co?! Zdenerwowany pobiegłem za nią. Pochylała się nad kiblem i najwidoczniej zwymiotowała. Ukucnąłem obok i przytrzymałem jej włosy.
-Nie musisz na to patrzeć-szepnęła ale jej nie słuchałem. Po kilku minutach wstała i umyła twarz. Z powrotem usiadła na łóżku a ja wyszedłem z pomieszczenia. W kuchni zrobiłem jej gorącą herbatę i zaniosłem na górę. Uśmiechnęła się dziękując i wypiła napój.
Do wieczora siedziałem razem z nią rozmawiając o głupotach. Specjalnie omijaliśmy temat o wczorajszym wieczorze. Zanim wyszedłem zebrałem się na odwagę.
-Selli-szepnąłem oplatając palcami jej dłoń-Pójdziesz ze mną na galę w piątek? Jest to bardzo ważna uroczystość, a ja nie chcę iść tam sam.
-Chętnie-uśmiechnęła się słodko a ja poczułem ogromną radość. Cmoknąłem ją w policzek i wyszedłem z mieszkania.
*następny rozdział będzie za jakiś tydzień. korzystam z ferii i nie będe nic dodawała. ale mam zamiar powymyślać jakieś akcje, więc następne rozdziały będą dużo lepsze. aj promys. xdd
Tagi:
4.
3.
Szkoła znajdowała się trzy ulice dalej. Zawiózł mnie tam ochroniarz ojca. Zero stresu! Pozytywnie nastawiona weszłam do budynku. Wszystkie twarze uczniów były skierowane w moją stronę. No co? Miałam na sobie czerwone spodnie dresowe i koszulkę z napisem „Uwielbiam Słonia”. Chodziło oczywiście o polskiego rapera, ale zapewne nikt to o nim nie słyszał a nawet nie umie przeczytać tego napisu. No tak, jestem córką Scotta. To dlatego wszyscy się na mnie gapią, prawda?
-Siema-podeszło do mnie trzech chłopaków-Jestem Chris a to Ryan i Chaz.
-No Joł-zaśmiałam się-Z jakiej parafii?
-Y, no ten-zdziwił się Chris. On ma aparat na zębach? Skąd ja go kojarzę? A tak, kolega Biebera-Justin powiedział, że jesteś nowa i w ogóle więc postanowiliśmy Cie poznać.
-On chodzi do tej szkoły? No jejku! Czy ten chłopak musi być na każdym kroku?
-Nom, tak samo jak Miley Cyrus, Cody Simpson i kilka innych gwiazdek.
-Super-zironizowałam-Miło było poznać.
Przeszłam przez korytarz i znalazłam salę, w której będę miała lekcje. Po chwili zabrzmiał dzwonek. Weszłam do klasy i rozejrzałam się. Po chwili obok mnie usiadł Chris.
-Mogę c'nie?-zapytał nieśmiało.
-Jasne.-warknęłam. Nie miałam w planach kolegowania się z kimkolwiek a tu BUM!
Lekcje minęły szybko i bez żadnych niespodzianek. Uczniowie zapomnieli o mnie jak na rozkaz. Nie poznałam nikogo oprócz trzech kolegów Biebera, którzy nie dawali mi spokoju. Ciągle za mną chodzili i namawiali do rozmowy. A ja jak ta głupia im uległam i przerwy spędziłam na rozmowach z nimi. Na szczęście nie spotkałam żadnej gwiazdki. Uff!
Stanęłam jak wryta na parkingu. Nie miałam numeru do Scotta ani nie wiedziałam w którą stronę iść. Nagle przede mną stanęło ferrari.
-Wsiadasz?-zapytał Justin. Och, nie mam wyjścia! Usiadłam na miejscu i pojechaliśmy do mojego nowego domu.
-Dzięki-mruknęłam i chciałam wyjść ale chłopak złapał mnie za nadgarstek.
-Nie lubisz mnie, prawda?-zapytał ze smutkiem w głosie.
-Ja Ciebie po prostu nie znam.
-Co będziesz dzisiaj robiła?-wzruszyłam ramionami dając mu do zrozumienia, że nie wiem-Lubisz kluby?
-Przyjedź o dwudziestej-prawie że to miałknęłam i wyszłam. Kątem oka zauważyłam zadowoloną minę gwiazdeczki. Podobał mi się jego pomysł. Czas na zabawę!
Punkt ósma wieczorem. Przed willą stoi ferrari Biebsa. Ja na sobie miałam zwykłą, czarną sukienkę na grubych ramiączkach. Sięgała mi zaledwie za pupę. Na nogi włożyłam szpilki i byłam gotowa.
-Mrr- mruknął Justin na mój widok.
-Fajnie, że mnie zabierasz do klubu. Tu się jednak można zanudzić!
-Nie przesadzaj-wsiedliśmy do samochodu a po piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Gwiazdorek pokazał coś ochroniarzowi i weszliśmy do środka.
W klubie roznosił się zapach alkoholu i papierosów. Mimo dość wczesnej pory wiele ludzi było już pijanych. W rogach całowali się napaleni nastolatkowie. Justin zniknął gdzieś, ale po chwili wrócił z dwoma kolorowymi napojami.
-Spróbuj-podał mi jeden. Miał dziwny smak, ale był dobry.
-Mm, co tu jest?
-Głównie alkohol-zaśmiał się i pociągnął mnie na parkiet. Tańczyliśmy przez długie godziny co trochę popijając przeróżne drinki. Ciągle wpatrywałam się w jego brązowe oczy. Od razu się w nich zakochałam. No i niby wypiłam dość dużo, ale nie jestem pijana. Jak już mówiłam-mam mocną głowę.
W pewnym momencie poczułam ciepłą dłoń na mojej talii.
-Zabawimy się?-szepnął mi do ucha znajomy głos. Uśmiechnęłam się i pociągnęłam Go na górę do pokoi. Gdy znaleźliśmy się w jednym z nich, zamknęłam drzwi na klucz i odwróciłam do Justina.
Chłopak przysunął mnie do ściany i pocałował rozgrzanymi wargami. Mogłam doskonale stwierdzić, że też nie jest pijany. Odwzajemniałam pocałunki trzymając dłonie na jego klatce piersiowej. Po chwili ostrożnie zdjął moją sukienkę i rzucił na łóżko. Był taki.. delikatny. Usiadł na mnie rozkrokiem, całował po szyi. Ja w tym czasie z lekkim trudem zdjęłam jego koszulkę i zabrałam się za rozpinanie spodni. W końcu mi się udało. Justin bawił się przez chwilę zapięciem od mojego stanika po czym go rozpiął. Szeptał mi do ucha różne bardzo zboczone, ale piękne rzeczy. Zębami zdjął moje czarne majtki. Nie zostając mu dłużna, pozbyłam się jego bokserek.
Justin popatrzył mi w oczy z pytającą miną. Uśmiechnęłam się, co odebrał za pozwolenie. Po chwili wszedł we mnie i zaczął rytmicznie poruszać biodrami a ja cicho jęczałam. Kilka minut później opadł obok zmęczony i okrył nas kołdrą.
-Odpocznij chwilę i będziemy się zbierać-szepnął mi do ucha, po czym pocałował w kącik ust.
-Dlaczego to zrobiliśmy?-zapytałam powoli uspokajając oddech. To była fantastyczna noc, a już nie jedną taką przeżyłam. Nie żałowałam, że się z nim przespałam.
-Nie wiem, ale to był magiczne. Nie wiem jak ty, ale ja przeżyłem najwspanialszą noc w życiu.
-Taa, chodźmy już-warknęłam głosem wypranym z uczuć. Przez chwilę myślałam, że to coś dla niego znaczyło. Ubraliśmy się i wyszliśmy z klubu.
*tak, wiem, że miałam dodać wczoraj. ale musiałam dać kilka poprawek. rozdział nie wyszedł na taki jak chciałam. dopiero "ucze się" pisać i noo wiadmomo, że nie jest idealnie. : ). dzięki, że czytacie. : D
Szkoła znajdowała się trzy ulice dalej. Zawiózł mnie tam ochroniarz ojca. Zero stresu! Pozytywnie nastawiona weszłam do budynku. Wszystkie twarze uczniów były skierowane w moją stronę. No co? Miałam na sobie czerwone spodnie dresowe i koszulkę z napisem „Uwielbiam Słonia”. Chodziło oczywiście o polskiego rapera, ale zapewne nikt to o nim nie słyszał a nawet nie umie przeczytać tego napisu. No tak, jestem córką Scotta. To dlatego wszyscy się na mnie gapią, prawda?
-Siema-podeszło do mnie trzech chłopaków-Jestem Chris a to Ryan i Chaz.
-No Joł-zaśmiałam się-Z jakiej parafii?
-Y, no ten-zdziwił się Chris. On ma aparat na zębach? Skąd ja go kojarzę? A tak, kolega Biebera-Justin powiedział, że jesteś nowa i w ogóle więc postanowiliśmy Cie poznać.
-On chodzi do tej szkoły? No jejku! Czy ten chłopak musi być na każdym kroku?
-Nom, tak samo jak Miley Cyrus, Cody Simpson i kilka innych gwiazdek.
-Super-zironizowałam-Miło było poznać.
Przeszłam przez korytarz i znalazłam salę, w której będę miała lekcje. Po chwili zabrzmiał dzwonek. Weszłam do klasy i rozejrzałam się. Po chwili obok mnie usiadł Chris.
-Mogę c'nie?-zapytał nieśmiało.
-Jasne.-warknęłam. Nie miałam w planach kolegowania się z kimkolwiek a tu BUM!
Lekcje minęły szybko i bez żadnych niespodzianek. Uczniowie zapomnieli o mnie jak na rozkaz. Nie poznałam nikogo oprócz trzech kolegów Biebera, którzy nie dawali mi spokoju. Ciągle za mną chodzili i namawiali do rozmowy. A ja jak ta głupia im uległam i przerwy spędziłam na rozmowach z nimi. Na szczęście nie spotkałam żadnej gwiazdki. Uff!
Stanęłam jak wryta na parkingu. Nie miałam numeru do Scotta ani nie wiedziałam w którą stronę iść. Nagle przede mną stanęło ferrari.
-Wsiadasz?-zapytał Justin. Och, nie mam wyjścia! Usiadłam na miejscu i pojechaliśmy do mojego nowego domu.
-Dzięki-mruknęłam i chciałam wyjść ale chłopak złapał mnie za nadgarstek.
-Nie lubisz mnie, prawda?-zapytał ze smutkiem w głosie.
-Ja Ciebie po prostu nie znam.
-Co będziesz dzisiaj robiła?-wzruszyłam ramionami dając mu do zrozumienia, że nie wiem-Lubisz kluby?
-Przyjedź o dwudziestej-prawie że to miałknęłam i wyszłam. Kątem oka zauważyłam zadowoloną minę gwiazdeczki. Podobał mi się jego pomysł. Czas na zabawę!
Punkt ósma wieczorem. Przed willą stoi ferrari Biebsa. Ja na sobie miałam zwykłą, czarną sukienkę na grubych ramiączkach. Sięgała mi zaledwie za pupę. Na nogi włożyłam szpilki i byłam gotowa.
-Mrr- mruknął Justin na mój widok.
-Fajnie, że mnie zabierasz do klubu. Tu się jednak można zanudzić!
-Nie przesadzaj-wsiedliśmy do samochodu a po piętnastu minutach byliśmy na miejscu. Gwiazdorek pokazał coś ochroniarzowi i weszliśmy do środka.
W klubie roznosił się zapach alkoholu i papierosów. Mimo dość wczesnej pory wiele ludzi było już pijanych. W rogach całowali się napaleni nastolatkowie. Justin zniknął gdzieś, ale po chwili wrócił z dwoma kolorowymi napojami.
-Spróbuj-podał mi jeden. Miał dziwny smak, ale był dobry.
-Mm, co tu jest?
-Głównie alkohol-zaśmiał się i pociągnął mnie na parkiet. Tańczyliśmy przez długie godziny co trochę popijając przeróżne drinki. Ciągle wpatrywałam się w jego brązowe oczy. Od razu się w nich zakochałam. No i niby wypiłam dość dużo, ale nie jestem pijana. Jak już mówiłam-mam mocną głowę.
W pewnym momencie poczułam ciepłą dłoń na mojej talii.
-Zabawimy się?-szepnął mi do ucha znajomy głos. Uśmiechnęłam się i pociągnęłam Go na górę do pokoi. Gdy znaleźliśmy się w jednym z nich, zamknęłam drzwi na klucz i odwróciłam do Justina.
Chłopak przysunął mnie do ściany i pocałował rozgrzanymi wargami. Mogłam doskonale stwierdzić, że też nie jest pijany. Odwzajemniałam pocałunki trzymając dłonie na jego klatce piersiowej. Po chwili ostrożnie zdjął moją sukienkę i rzucił na łóżko. Był taki.. delikatny. Usiadł na mnie rozkrokiem, całował po szyi. Ja w tym czasie z lekkim trudem zdjęłam jego koszulkę i zabrałam się za rozpinanie spodni. W końcu mi się udało. Justin bawił się przez chwilę zapięciem od mojego stanika po czym go rozpiął. Szeptał mi do ucha różne bardzo zboczone, ale piękne rzeczy. Zębami zdjął moje czarne majtki. Nie zostając mu dłużna, pozbyłam się jego bokserek.
Justin popatrzył mi w oczy z pytającą miną. Uśmiechnęłam się, co odebrał za pozwolenie. Po chwili wszedł we mnie i zaczął rytmicznie poruszać biodrami a ja cicho jęczałam. Kilka minut później opadł obok zmęczony i okrył nas kołdrą.
-Odpocznij chwilę i będziemy się zbierać-szepnął mi do ucha, po czym pocałował w kącik ust.
-Dlaczego to zrobiliśmy?-zapytałam powoli uspokajając oddech. To była fantastyczna noc, a już nie jedną taką przeżyłam. Nie żałowałam, że się z nim przespałam.
-Nie wiem, ale to był magiczne. Nie wiem jak ty, ale ja przeżyłem najwspanialszą noc w życiu.
-Taa, chodźmy już-warknęłam głosem wypranym z uczuć. Przez chwilę myślałam, że to coś dla niego znaczyło. Ubraliśmy się i wyszliśmy z klubu.
*tak, wiem, że miałam dodać wczoraj. ale musiałam dać kilka poprawek. rozdział nie wyszedł na taki jak chciałam. dopiero "ucze się" pisać i noo wiadmomo, że nie jest idealnie. : ). dzięki, że czytacie. : D
Tagi:
3.
Ranek nie był taki zły. Łóżko wygodne, to tyle. Ogarnęłam się trochę i założyłam moje ulubione dresy. Jak ja kocham dresy! Włączyłam moje stare mp3, w którym były piosenki Eminema oraz innych raperów, po czym zeszłam na dół. Godzina na zegarku mnie przeraziła. Ja wstałam o ósmej rano?! No dobra, niech tak będzie. Wchodząc do kuchni też się nieźle przeraziłam. Przy stole siedział Scott, Usher(czasami słucham jego piosenek i Go uwielbiam) i... Justin Bieber? Nie no, nie mam nic do gościa, ale go nie znam, więc i nie lubię.
-Dzień dobry-mruknęłam niepewnie i ukryłam głowę w lodówce. Wyjęłam z niej jakiś jogurt i usiadłam przy stole.
-Cześć mała-Usher przywitał mnie uśmiechem. Jejku, przecież ja jestem jego fanką. Ale nie aż tak, żeby się posikać-Co tak rano wstałaś?
-Nie wiem, pewnie to taki alarm pt. „Uwaga, Bieber w domu” czy coś-powiedziałam na serio poważnie a on wybuchł śmiechem razem ze Scottem.
Zjadłam moje jakże pożywne śniadanie, a oni rozmawiali o jakimś duecie czy coś tam.
-Umiesz śpiewać?-ktoś mnie zapytał. Chwila, czy to był pan Bieber?
-Ojejku, sam Justin Bieber zapytał mnie czy umiem śpiewać, no ja nie mogę-udawałam podekscytowaną fankę, ale natychmiast się uspokoiłam, ponieważ Usher zawału by dostał ze śmiechu-Nie no a po co Ci taka wiedza?
-Jesteśmy ciekawi jak śpiewasz-oznajmił Scott. No cóż, śpiewać umiałam. Trzy razy wygrałam konkurs i przez dwa lata chodziłam na lekcje.
Przypomniałam sobie piosenkę Eminema(oczywiście) i zanuciłam ją. Nie, nie było czegoś takiego jak trema. Chcieli, to mają.
-Wow.-skomentowali krótko a ja uśmiechnęłam się i wyszłam do salonu. Zadziwiające, że dopiero wczoraj tutaj przyjechałam i już czuję się jak w domu. No więc rozwaliłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Nic nie było, więc przełączyłam na kanały muzyczne. Po całym pomieszczeniu rozległa się piosenka Biebera. No jej, nie dość, że jest w domu to i jeszcze na ekranie? Zamknęłam oczy i zaczęłam się poruszać do rytmu. Jak ja kocham taniec!
-O kurde-usłyszałam po chwili. Otworzyłam oczy i... cała trójka patrzyła na mnie z otwartymi buziami.
-Ta wiem że koszmarnie tańczę ale nie musicie przeklinać-zaśmiałam się i opadłam na kanapę.
-To było świetne!-krzyknął Scott. Jutinek i Usher popatrzyli na siebie zadowoleni a następnie skierowali wzrok na mnie. Popatrzyłam na nich pytająco.
-Zagrasz w teledysku?-zapytali równocześnie. No pogięło ich czy jak?
-Nie, dzięki-mruknęłam. Nie potrzebowałam sławy-Mógłby mnie ktoś zawieźć na miasto?
-Bieber!-krzyknął Scott wskazując na drzwi. Chłopak z miną męczennika wszedł na dwór. Zadowolona wsiadłam do jego czarnego ferrari. Co za zajebisty samochód! W ciszy dojechaliśmy do centrum handlowego.
-Ej, a fanki cię nie zaatakują?-zrobiłam duże oczy. Chłopak tylko wzruszył ramionami. Odwiedziliśmy kilkanaście sklepów a ja z każdego wyszłam z jakimś ciuchem. Bieber też miał kilka par butów i bluzę. Do tego wszystkiego chodził mega zadowolony i żadna fanka go nie zaatakowała. No super! Wieczorem wróciliśmy do domu-zmęczeni i obładowani torbami.
-To pa-mruknęłam i wbiegłam do swojego pokoju. Rozpakowałam zakupy-kilka spodni, buty, biżuteria, dresy, rurki. Wreszcie będę miała ciuchy. A do tego wszystkiego już jutro idę do szkoły. Ale dlaczego, skoro zostały dwa miesiące nauki?!
Północ. Przebrałam się w piżamy i poszłam spać. A Bieber? Nadal szalał ze Scottem na dole na PSP. No co za ludzie!
*nie bijcie. : ). postaram sie jeszcze dzisiaj dodać trzeci rozdział. wiem, że ten jest nudny i koszmarny, tiatiatia. ale następny napewno będzie lepszy : D
-Dzień dobry-mruknęłam niepewnie i ukryłam głowę w lodówce. Wyjęłam z niej jakiś jogurt i usiadłam przy stole.
-Cześć mała-Usher przywitał mnie uśmiechem. Jejku, przecież ja jestem jego fanką. Ale nie aż tak, żeby się posikać-Co tak rano wstałaś?
-Nie wiem, pewnie to taki alarm pt. „Uwaga, Bieber w domu” czy coś-powiedziałam na serio poważnie a on wybuchł śmiechem razem ze Scottem.
Zjadłam moje jakże pożywne śniadanie, a oni rozmawiali o jakimś duecie czy coś tam.
-Umiesz śpiewać?-ktoś mnie zapytał. Chwila, czy to był pan Bieber?
-Ojejku, sam Justin Bieber zapytał mnie czy umiem śpiewać, no ja nie mogę-udawałam podekscytowaną fankę, ale natychmiast się uspokoiłam, ponieważ Usher zawału by dostał ze śmiechu-Nie no a po co Ci taka wiedza?
-Jesteśmy ciekawi jak śpiewasz-oznajmił Scott. No cóż, śpiewać umiałam. Trzy razy wygrałam konkurs i przez dwa lata chodziłam na lekcje.
Przypomniałam sobie piosenkę Eminema(oczywiście) i zanuciłam ją. Nie, nie było czegoś takiego jak trema. Chcieli, to mają.
-Wow.-skomentowali krótko a ja uśmiechnęłam się i wyszłam do salonu. Zadziwiające, że dopiero wczoraj tutaj przyjechałam i już czuję się jak w domu. No więc rozwaliłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Nic nie było, więc przełączyłam na kanały muzyczne. Po całym pomieszczeniu rozległa się piosenka Biebera. No jej, nie dość, że jest w domu to i jeszcze na ekranie? Zamknęłam oczy i zaczęłam się poruszać do rytmu. Jak ja kocham taniec!
-O kurde-usłyszałam po chwili. Otworzyłam oczy i... cała trójka patrzyła na mnie z otwartymi buziami.
-Ta wiem że koszmarnie tańczę ale nie musicie przeklinać-zaśmiałam się i opadłam na kanapę.
-To było świetne!-krzyknął Scott. Jutinek i Usher popatrzyli na siebie zadowoleni a następnie skierowali wzrok na mnie. Popatrzyłam na nich pytająco.
-Zagrasz w teledysku?-zapytali równocześnie. No pogięło ich czy jak?
-Nie, dzięki-mruknęłam. Nie potrzebowałam sławy-Mógłby mnie ktoś zawieźć na miasto?
-Bieber!-krzyknął Scott wskazując na drzwi. Chłopak z miną męczennika wszedł na dwór. Zadowolona wsiadłam do jego czarnego ferrari. Co za zajebisty samochód! W ciszy dojechaliśmy do centrum handlowego.
-Ej, a fanki cię nie zaatakują?-zrobiłam duże oczy. Chłopak tylko wzruszył ramionami. Odwiedziliśmy kilkanaście sklepów a ja z każdego wyszłam z jakimś ciuchem. Bieber też miał kilka par butów i bluzę. Do tego wszystkiego chodził mega zadowolony i żadna fanka go nie zaatakowała. No super! Wieczorem wróciliśmy do domu-zmęczeni i obładowani torbami.
-To pa-mruknęłam i wbiegłam do swojego pokoju. Rozpakowałam zakupy-kilka spodni, buty, biżuteria, dresy, rurki. Wreszcie będę miała ciuchy. A do tego wszystkiego już jutro idę do szkoły. Ale dlaczego, skoro zostały dwa miesiące nauki?!
Północ. Przebrałam się w piżamy i poszłam spać. A Bieber? Nadal szalał ze Scottem na dole na PSP. No co za ludzie!
*nie bijcie. : ). postaram sie jeszcze dzisiaj dodać trzeci rozdział. wiem, że ten jest nudny i koszmarny, tiatiatia. ale następny napewno będzie lepszy : D
Tagi:
2
1.
Nadszedł czas, aby wsiąść w samolot i odlecieć do Atlanty. Mój dobytek był malutki, zaledwie trzy małe walizki. Razem z moim bagażem przyszłam na lotnisko, załatwiłam to i owo, po czym wsiadłam to tego metalowego, ogromnego i martwego ptaka. Usiadłam na pustym miejscu ale oczywiści musiał siedzieć ktoś obok. Nie zwracając uwagi na tą osobę, włożyłam słuchawki do uszu i zasnęłam na długie godziny.
Obudziłam się na miejscu. Ja to mam poczucie czasu! Odebrałam swoje walizki i stanęłam przy wejściu, przed ogromnym parkingiem. Nie wiedziałam gdzie iść, ale po chwili podszedł do mnie wysoki mężczyzna w garniturze.
-Czy pani to Selena Braun?
-Eee...Tak-mruknęłam nieśmiało
-Jestem ochroniarzem pani ojca i przyjechałem panią zabrać. Proszę za mną.
Zabrał dwie walizki i poszedł dalej. Powoli wlekłam się za nim, aż doszliśmy do dużego, czarnego samochodu. Smakowaliśmy rzeczy i pojechaliśmy. Po drodze obejrzałam miasto pełne sklepów, kin i innych bajerów, jakich w Polsce nie było. Po kilku minutach a może godzinach wjechaliśmy na jakieś osiedle, na której było dużo ogromnych willi. Zatrzymaliśmy się przed jedną z nich. Dwa piętra, duży ogród. Spoczko, spoczko. Weszłam do środka, wszystko było białe.
-Selli?-usłyszałam nieznajomy głos. Moim oczom ukazał się mężczyzna, który w ogóle nie był do mnie podobny. To jest mój ojciec? No tak, ja przecież go nigdy nie widziałam. Bo co może zapamiętać mała pięciolatka?-Ale się zmieniłaś.
-O tak, ojcze-mruknęłam z sarkazmem. Zauważyłam, że on też nie jest zadowolony z mojego przyjazdu. Ale kij z tym! Zaprowadził mnie na górę, do mojego pokoju. Był ogromny, z kremowymi ścianami, dużym oknem, garderobą i łazienką. Na ogromnym łóżku było wiele poduszek. Dlaczego wszystko jest tu takie ogromne i piękne?
-To twój pokój i...-wcisnął mi do ręki sporo kasy-Twoje tygodniowe kieszonkowe.
-Dziękuję, tato-w dłoniach miałam co najmniej kilka polskich tysięcy.
-Mów mi Scott, ok?
-Okej-no więc ten cały Scott sobie wyszedł, a ja rozpakowałam cały dobytek. Zajęło mi to prawie dwie godziny. Następnie wzięłam prysznic i przebrałam się w luźne, szare spodnie dresowe i luźną koszulkę. Postanowiłam zwiedzić tą willę.
Na górze znajdowały się jeszcze trzy pokoje gościnne i biuro. Na dole była kuchnia, salon, łazienka i jeszcze jedno biuro oraz długi korytarz. Na jego końcu była sypialnia Scotta. Następna była piwnica. Była tam dość duża sala do tańca i małe studio nagraniowe. WOW! Na pewno nie będę się tu nudziła, co to, to nie.
Wieczorem zjadłam sama kolację, ponieważ nigdzie nie było ojca. Około północy poszłam spać z przeczuciem, że czeka mnie jutro dziwny dzień.
Nadszedł czas, aby wsiąść w samolot i odlecieć do Atlanty. Mój dobytek był malutki, zaledwie trzy małe walizki. Razem z moim bagażem przyszłam na lotnisko, załatwiłam to i owo, po czym wsiadłam to tego metalowego, ogromnego i martwego ptaka. Usiadłam na pustym miejscu ale oczywiści musiał siedzieć ktoś obok. Nie zwracając uwagi na tą osobę, włożyłam słuchawki do uszu i zasnęłam na długie godziny.
Obudziłam się na miejscu. Ja to mam poczucie czasu! Odebrałam swoje walizki i stanęłam przy wejściu, przed ogromnym parkingiem. Nie wiedziałam gdzie iść, ale po chwili podszedł do mnie wysoki mężczyzna w garniturze.
-Czy pani to Selena Braun?
-Eee...Tak-mruknęłam nieśmiało
-Jestem ochroniarzem pani ojca i przyjechałem panią zabrać. Proszę za mną.
Zabrał dwie walizki i poszedł dalej. Powoli wlekłam się za nim, aż doszliśmy do dużego, czarnego samochodu. Smakowaliśmy rzeczy i pojechaliśmy. Po drodze obejrzałam miasto pełne sklepów, kin i innych bajerów, jakich w Polsce nie było. Po kilku minutach a może godzinach wjechaliśmy na jakieś osiedle, na której było dużo ogromnych willi. Zatrzymaliśmy się przed jedną z nich. Dwa piętra, duży ogród. Spoczko, spoczko. Weszłam do środka, wszystko było białe.
-Selli?-usłyszałam nieznajomy głos. Moim oczom ukazał się mężczyzna, który w ogóle nie był do mnie podobny. To jest mój ojciec? No tak, ja przecież go nigdy nie widziałam. Bo co może zapamiętać mała pięciolatka?-Ale się zmieniłaś.
-O tak, ojcze-mruknęłam z sarkazmem. Zauważyłam, że on też nie jest zadowolony z mojego przyjazdu. Ale kij z tym! Zaprowadził mnie na górę, do mojego pokoju. Był ogromny, z kremowymi ścianami, dużym oknem, garderobą i łazienką. Na ogromnym łóżku było wiele poduszek. Dlaczego wszystko jest tu takie ogromne i piękne?
-To twój pokój i...-wcisnął mi do ręki sporo kasy-Twoje tygodniowe kieszonkowe.
-Dziękuję, tato-w dłoniach miałam co najmniej kilka polskich tysięcy.
-Mów mi Scott, ok?
-Okej-no więc ten cały Scott sobie wyszedł, a ja rozpakowałam cały dobytek. Zajęło mi to prawie dwie godziny. Następnie wzięłam prysznic i przebrałam się w luźne, szare spodnie dresowe i luźną koszulkę. Postanowiłam zwiedzić tą willę.
Na górze znajdowały się jeszcze trzy pokoje gościnne i biuro. Na dole była kuchnia, salon, łazienka i jeszcze jedno biuro oraz długi korytarz. Na jego końcu była sypialnia Scotta. Następna była piwnica. Była tam dość duża sala do tańca i małe studio nagraniowe. WOW! Na pewno nie będę się tu nudziła, co to, to nie.
Wieczorem zjadłam sama kolację, ponieważ nigdzie nie było ojca. Około północy poszłam spać z przeczuciem, że czeka mnie jutro dziwny dzień.
Tagi:
pierwszy rozdział
Prolog
'bo wszystko kończy się kiedyś śmiercią'.
Cześć, Nazywam się Selena Braun. Mam szesnaście lat, zielone oczy i długie, brązowe włosy. Nie mam znajomych, bo moja klasa składa się z samym debili i plasticzków, oraz dziwek. Jestem fanką Eminema i zazwyczaj noszę dresy.
Co do mojego życia-mieszkam a właściwie mieszkałam z matką, ponieważ mój ojciec, Scooter Braun zostawił nas gdy miałam zaledwie pięć lat. Tydzień temu moja kochana mamuśka, która miała mnie gdzieś, przedawkowała sobie narkotyki. Nie daje mi dobrego przykładu, to prawda. Ale odziedziczyłam po niej mocną głowę, więc nie uzależniłam się od niczego, choć często bywam w klubach i borę to czy tamto.
Z racji tego, że mojej mamuśki już tutaj nie ma, jestem tymczasowo u babci. Ale to się zmieni, ponieważ przeprowadzam się do ojca. Podobno jest bogaty. Nie dziwię się, skoro jest czyimś managerem. W sumie nie jestem tego pewna, bo nie obchodzi mnie ten cały szołbiznes. Dobrze, że umiem mówić po angielsku, choć przez te lata byłam w Polsce. Czeka mnie nowe i zapewne straszne życie.!
'bo wszystko kończy się kiedyś śmiercią'.
Cześć, Nazywam się Selena Braun. Mam szesnaście lat, zielone oczy i długie, brązowe włosy. Nie mam znajomych, bo moja klasa składa się z samym debili i plasticzków, oraz dziwek. Jestem fanką Eminema i zazwyczaj noszę dresy.
Co do mojego życia-mieszkam a właściwie mieszkałam z matką, ponieważ mój ojciec, Scooter Braun zostawił nas gdy miałam zaledwie pięć lat. Tydzień temu moja kochana mamuśka, która miała mnie gdzieś, przedawkowała sobie narkotyki. Nie daje mi dobrego przykładu, to prawda. Ale odziedziczyłam po niej mocną głowę, więc nie uzależniłam się od niczego, choć często bywam w klubach i borę to czy tamto.
Z racji tego, że mojej mamuśki już tutaj nie ma, jestem tymczasowo u babci. Ale to się zmieni, ponieważ przeprowadzam się do ojca. Podobno jest bogaty. Nie dziwię się, skoro jest czyimś managerem. W sumie nie jestem tego pewna, bo nie obchodzi mnie ten cały szołbiznes. Dobrze, że umiem mówić po angielsku, choć przez te lata byłam w Polsce. Czeka mnie nowe i zapewne straszne życie.!
Tagi:
prolog


